OH YOU ARE SICK!

      W artykule tym mowa jest o filmie Davida Lyncha - ERASERHEAD. Ponieważ to oryginalne dzieło z samej swej swej natury wpisuje się w historię Kina Undergroundowego, postarałem się również o krótki zarys tego czym jest i jakie są początki niezależnej kultury filmowej. Szkic ten ma posłużyć za tło przy omawianiu tego ciekawego filmu, który pojawił się na ekranach w czasach pierwszego boomu punk rewolucji. Cały tekst należy odczytywać jako formę jego rekomendacji.
      Istnieje co najmniej kilka powodów, dla których warto powiedzieć trochę więcej o filmie, który powstał ponad 20 lat temu. Przede wszystkim sam charakter tej strony czyni to miejsce odpowiednim dla takich publikacji - jest ono niemal w całości D.I.Y., tak jak ERASERHEAD. Moje zdanie jest takie, że dobrze jeżeli właśnie w takich miejscach pisze się o rzeczach, które swój rodowód wywodzą z szeroko rozumianej kultury niezależnej. Trzeba powiedzieć, że te rzeczy z reguły nie starzeją się tak szybko jak sezonowe fenomeny mass-kultury. Film Lyncha z pewnością tę regułę potwierdza. Poza tym wszystkim, wydaje się, że warto też spojrzeć na ten niezależny, pełnometrażowy debiut popularnego dziś reżysera z perspektywy czasu i ująć go jako zjawisko (kultowe zjawisko) oraz ukazać wpływ jaki wywiera ono do dzisiaj.
      Spodziewam się, że takie terminy jak "niezależny" czy "kultowy" mogą budzić przedwczesne kontrowersje. Niepotrzebnie. Tymi słowami się szasta, to fakt. Powtarza i deprecjonuje się je non-stop - tak, ale wystarczy mieć tylko na uwadze właściwy sens tych określeń, aby zrozumieć, że posłużenie się nimi tutaj nie może być żadnym nadużyciem. "Niezależność" jest bowiem pojęciem zdecydowanie wykraczającym poza swoje standardowe i najbardziej pospolite rozumienie, kiedy utożsamia się je wyłącznie z tym co dzieje się wokół muzyki. Tym bardziej, że na tym polu szafuje się nim bez umiaru (jak wiadomo, zwłaszcza przez jakichś rock mutantów, którym przymiotnik "independent" wydaje się nadzwyczaj imponować). Nie inaczej jest z określnikiem "kultowy", który eksploatowany jest do tego stopnia, że już niemal zupełnie zatracił swoje pierwotne znaczenie. Jakże ta etykieta musi poprawiać budżet tym głośnym filmom, które psują wzrok...
      "Twórczą Niezależność" można rozumieć jako rodzaj wypowiedzi, która nie poddaje się jakiejkolwiek zewnętrznej presji. Film może być jedną z form takiej wypowiedzi. Jej autentyczność będzie tu jednak szczególnie narażona na takie zabiegi, które ją odpowiednio modyfikują czy deformują, a mówiąc wprost: przystosowują do gustu i smaku odbiorców. Ponieważ koszty realizacji filmu są zwykle bardzo wysokie, to trudno uchronić się przed różnego rodzaju ingerencjami producenta (który finansuje przedsięwzięcie) i rzeczywiście utrzymać pełną kontrolę i swobodę przy jego tworzeniu. Ten prosty i całkowicie uzasadniony mechanizm, przesuwający reżysera w cień producenta (artystę w cień biznesmena), doskonale ilustruje dlaczego Film stał się jedną z najbardziej zmitologizowanych dziedzin Sztuki; pozwala zrozumieć dlaczego przestał być Sztuką, a stał się sztuką robienia pieniędzy. Ten finansowy rygor jest często poważną barierą dla twórców, których projekty wykraczają poza ogólnie przyjęte wzorce; którzy rezygnują z taniego, populistycznego przyklaskiwania wyidealizowanym formom i nie respektują schematycznych konwencji powszechnie akceptowanych przez rozmydlone gusty milionowych mas.
      Z tych właśnie powodów realizacja ERASERHEAD musiała trwać aż 5 lat /1971 - 76/. Było to dla Lyncha, jak sam wspominał, niezwykle frustrujące. Chcąc mieć zupełną kontrolę przy pracy nad filmem musiał on przejąć na siebie rolę scenarzysty, reżysera i producenta (D.I.Y. w pełnym wymiarze). Efektem tych pięcioletnich zmagań był jednak film, który uznaje się za wybitne dzieło Kina Undergroundowego - wolne od typowych dla niego usterek i przewyższające jego standardowe produkcje rozmachem przedsięwzięcia zarówno pod względem treściowym jak i w aspekcie czysto technicznym. Co prawda zarzuca się mu "szczątkową" grę aktorską czy słabe oświetlenie, sądzę jednak, że te cechy odpowiadały zamysłom reżysera (martwe dialogi, mrok) i nie wynikały z zaniedbania przy pracy nad filmem. Świadczyć o tym może wypowiedź Lyncha na temat oświetlenia: "Tak, oświetlenie jest takie ważne by stworzyć atmosferę. Właśnie z tego względu musieliśmy zobaczyć pokój Henry'ego na 10 różnych sposobów - te same sprzęty, ale oświetlenie może sprawić, że poczujesz się tak jakby to było południe, lub... niezwykła dzikość nocnej pory".
      Rodowód Kina Niezależnego (nie obliczonego na tani poklask publiki i nie zorientowanego na korzyści finansowe) sięga awangardowych dokonań z lat 20-tych. Idea "tworzenia ruchomych obrazów" spotkała się wówczas z dobrym przyjęciem wśród wielu open-minded artystów (w tym wielu plastyków zainteresowanych animacją własnych prac), natomiast wzgardzona została przez rzesze konserwatystów "od sztuki", którzy widzieli w nim tylko rodzaj komiksowej opowiastki, z którą nikt się nie liczy. Łączenie obrazu z ruchem, muzyką, tekstem - to pomysł, który wydawał się być w sztuce rewolucyjny, który łamał granice konwencji i wytyczał nowe obszary dla artystycznych poszukiwań, który kreował nową formę ekspresji i inny rodzaj języka, który rzucał inne światło na rzeczywistość, tworzył inną wrażliwość... Ten niezwykle płodny okres w dziejach sztuki filmowej odznaczył się wieloma nazwiskami osób, które wniosły do niego swój indywidualny wkład i dla których film stał się podstawowym środkiem wyrazu. Można tu wymienić takie osoby jak: A.P. Dowżenko, S.M. Eisenstein, W.I. Pudowkin, Dz. Wiertow, F. Leger, L.Bunuel, F. Lang, F.W. Murnau, R. Wiene, H. Chomette, L. Moholy-Nagy, S. i F. Themersonowie, W. Ruttman, Viking Eggeling czy Hans Richter. Dla Davida Lyncha, który zajmował się malarstwem i animacją, interesujące były zwłaszcza prace dwojga z ostatnich wymienionych filmowców. Zrobił on nawet program o kilku swoich ulubionych filmach eksperymentalnych, wśród których znalazły się m.in. dwa filmy Richtera. Ten niemiecki artysta zmarł w roku, w którym powstał ERASERHEAD, o którym zwykło się mówić, że jest czymś w rodzaju hołdu, złożonego pierwszym filmom awangardowym. Te wczesne czasy eksperymentów formalnych, ich przełomowość, dadaizm i surrealizm, które poddawały rewizji sens ludzkiej egzystencji w zastanym kształcie i wartości na jakich się ona opierała, były jednymi ze źródeł inspiracji do jakich przyznawał się twórca ERASERHEAD.
      Początki Niezależnego Kina cechują się niezwykłą aktywnością twórczą wielu artystów, którzy zaczynali swą pracę z nowym instrumentem - kamerą - bez specjalnych obciążeń. Nie istniała bowiem jeszcze jakakolwiek usankcjonowana tradycja filmowa, ani wiążące się z nią schematyczne naleciałości, nie było żadnych założeń a priori, żadnych istotnych postulatów, z jakimi należałoby się liczyć. Wielu twórców miało swoje własne, indywidualne podejście do materiału filmowego, własny warsztat pracy i własne koncepcje. Łatwo wywnioskować, że musiało to zaowocować bogactwem i różnorodnością form, gatunków i rodzajów Niezależnego Kina. Przybierało ono różne postacie, które oczywiście różnie się klasyfikuje, szufladkuje i nazywa. Wymienia się np.: film abstrakcyjny, bezpośredni, imaginacyjny, walczący oraz ich pododmiany jak: film fotogeniczny, "społeczny", "wizualny estetyzm", film ekspresji deformującej, konstrukcyjno - intelektualny, oniryczny, "filmowy destrukcjonizm" itd. Można do tego dodać jeszcze inne terminy, wraz z tymi, które pojawiły się całkiem niedawno: film eksperymentalny, strukturalny, strukturalno - materialistyczny, "muzyka wizualna", animowany, non-camera, "wędrująca kamera", fount footage, video-art, alternative video, virtual itd. itd.
      Co do ERASERHEAD, krytycy mieli poważne problemy z jego zakwalifikowaniem do określonego rodzaju kina. Świadczy o tym różnorodność określeń jakie się mu przypisuje: horror, czarna komedia, fantasy (śmieszne), s - f (a to już zupełnie niepoważne), kino w stanie czystym, kino podświadomości, film oniryczny, somnambuliczny, surrealistyczny itp. Aby uniknąć nieporozumień warto przytoczyć dwie wypowiedzi reżysera na ten temat: "(...) ale dlaczego musimy się trzymać terminów, klasyfikacji? Jeżeli surrealizm pojawia się w sposób naturalny, z wnętrza nas samych, jeżeli pozostajemy "niewinni", to wszystko w porządku. Surrealizm sfabrykowany, zamierzony, byłby okropny, ale jeżeli taka kategoria istnieje to uważam, że ERASERHEAD dałoby się w nią włączyć". Na pytanie do czego ERASERHEAD może być porównany Lynch odpowiada: "Do wszelkiego rodzaju różnych rzeczy. Do Larry Cohena, do Niemieckiego Ekspresjonizmu... Cóż, zawsze musisz COŚ powiedzieć. Oni zrobią to samo z punkiem już wkrótce. Cała garść ludzi będzie wrzucona w tę "punk etykietę" czy będą się z tym identyfikować czy też nie. Ludzie umieszczą ich w tym, bo są ograniczeni. Z tych czy innych względów. Ale trzeba iść dalej z czymś nowym, i to jest to co się dzieje. Tak więc wszyscy zostaną w tym rozerwani. Ci wszyscy ludzie, którzy nie znają siebie na wzajem, którzy są właśnie w TYM CZYMŚ pod etykietą jednej, wielkiej grupy. Więc jeśli ta społeczność upadnie, to osoby, które są w to wciągnięte również upadną" (wypowiedź z 1978).
      Wracając do tematu - Niezależne Kino to nie tylko filmy, ale i "instytucjonalne" formy ich rozpowszechniania, tj.: niezależne dystrybucje z siecią małych kin, klubów czy sal projekcyjnych, czy też specjalnie organizowane przeglądy i festiwale filmowe. Często oprawę takich festiwali stanowią występy artystów nie związanych bezpośrednio z filmem. Dzięki temu stają się one bardziej interesujące i zyskują na rozgłosie. Ciekawym przykładem może tu być chyba największy europejski festiwal video - ARS ELECTRONICA w Linzu, na który zaplanowano ogromne przedsięwzięcie sygnowane jako "Milion szatańskich dzwięków na 160 tysięcy watów mocy głośników". W gigantycznej hali fabrycznej wspólnie wystąpiły takie osoby jak Lydia Lunch, Barry Schwartz i Z'ev, niepokojąc publiczność przesuwającymi się nad nią kilkusettonowymi suwnicami (!). Tak właśnie nagłośniono i uatrakcyjniono ten jeden ze 150-ciu festiwali video, jakie corocznie odbywają się w Europie.
      Wiadomo, że wszystkie te rzeczy jak: niezwykłe miejsce, czas, atmosfera, w jakiej wyświetlane są undergroundowe filmy, mogą odegrać dużą rolę i bezpośrednio przyczynić się do ich kultowości. Ten szczególny rodzaj promocji ma stanowić realną alternatywę dla całej komercyjnej i zmitologiozowanej kinematografii sterowanej przez Hollywood. Oto co na ten temat mówi David Lynch: "Filmy kultowe są niezbędne, podobnie jak festiwale, aby mogły zaistnieć pewne filmy, które nigdy nie pojawią się na ekranach w komercyjnym obiegu.



W Nowym Jorku na przykład ERASERHEAD był wyświetlany przez 4 lata w jednym tylko kinie, zawsze o północy". Było to możliwe dzięki temu, że dystrybucją ERASERHEAD początkowo zajmowała się LIBRA FILMS W NOWYM JORKU, której właściciel - Ben Berenholz rozpoczął trwającą przez dłuższy czas słynną erę nocnych filmów ("midnight movie"). Dla takiego filmu jak ERASERHEAD nie może być chyba lepszej pory niż środek nocy. Oglądanie go o takiej godzinie musi jeszcze bardziej potęgować wrażenie jakie ten film wywiera. Wystarczy powiedzieć, że w filmowej księdze Guinessa autorstwa Patricka Robertsona napisano o nim tylko jedno, ale wiele mówiące zdanie: "zawiera najohydniejsze sceny w historii filmu".
      Z Niezależnym Kinem spotkać się również można na różnego rodzaju happeningach czy performance'ach, gdzie często stanowi ono jedynie tło dla innych wydarzeń mających tam miejsce. Staje się przez to jednym z elementów chaosu jaki się wówczas wytwarza. W takiej to właśnie atmosferze nieładu i towarzyskiego rozgardiaszu wyświetlane były znane "megametrażowe" filmy Andy Warhola, jak: 6-cio godzinny "Sleep", który z jednej, nieruchomej kamery (w dodatku w zwolnionym tempie) ukazuje śpiącego poetę Johna Giorno; czy też 8-mio godzinny "Empire", gdzie w podobny sposób zaprezentowany został Empire State Building. Innymi twórcami filmowymi z kręgu "nowojorskiego minimalizmu" są m.in.: A. Poe, E. Mitchell, B. Gordon, Ch. Ahern, Beth i Scott B., J. Jarmusch.
      Częściej jednak spotkać się można ze znacznie krótszymi formami eksperymentalnymi, gdzie dynamizm, szybka narracja, krótkie ujęcia i szybkie cięcia montażowe maksymalizują ilość przekazywanych informacji w możliwie krótkim czasie. Przedstawicielami takiego podejścia do tworzywa filmowego mogą być tacy klasycy jak: J. Smith, S. Brakhage, G. Markopoulos, J. Mekas.
      Nie brak też filmów, które w sposób bezpośredni mają wywoływać pewne psychofizyczne doznania i reakcje u widza. Za przykład może tu posłużyć "The Flicker" Tony Conrada, który składa się wyłącznie z czarno - białych klatek, wyświetlanych w matematycznym porządku w różnych częstotliwościach stroboskopowych. W czołowej planszy filmu autor przestrzega osoby cierpiące na epilepsję przed jego oglądaniem. Innymi twórcami z tego kręgu są: P. Sharitsa i Heinowie.
      Natomiast bardzo rzadko spotkać się można z rzeczywiście ciekawym i dobrze zrealizowanym filmem pełnometrażowym, który okazałby się również reprezentatywny dla Kina Undergroundowego. Przykładem takiego filmu jest właśnie ERASERHEAD. Został on również doceniony przez ludzi z Hollywood - zachwycony nim MEL BROOKS sfinansował kolejne filmy Lyncha i umożliwił mu jego dalszą karierę. Zanim to jednak nastąpiło sam RIDLEY SCOTT (twórca tak głośnych i lubianych obrazów jak ALIENS czy BLADE RUNNER) wyrażał się o filmie Lyncha i "Texas Train To Alaska" Toni Hoppera, jako o najlepszych filmach grozy jakie kiedykolwiek widział: "Musi je Pani zobaczyć. Niech Pani uważa, bo są to mocne filmy i na pewno Panią wstrząsną, ale jednocześnie zetknie się Pani z innym rodzajem talentu filmowego i zupełnie innym typem kina".
      A oto cechy filmu, na które z miejsca zwraca się uwagę: ciekawe zdjęcia (film czarno-biały), efektowna scenografia, intrygująca fabuła wzbogacona wieloma dziwacznymi wątkami, w podkładzie industrialny hałas i wyszukane efekty dźwiękowe, dość statyczna, lecz bardzo intensywna narracja, która wręcz uderza wieloma szokującymi momentami - te wszystkie elementy splecione ze sobą wzajemnie się potęgują tworząc niezwykle osobliwą atmosferę. Film wzbogacony jest również, tak znamienną dla Lyncha, warstwą groteski czy ironii. Dodaje mu ona pewnej lekkości, chociaż z pewnością ten humor jest tu raczej "czarny"...
      To co odróżnia ERASERHEAD od późniejszych filmów Lyncha to m.in. to, że przedstawia on w nich wyobcowane, odrębne światy (a raczej światki), które wzajemnie w siebie wplątane, odsłaniają nam swoją niezwykłość. W ERASERHEAD pokazuje natomiast świat bez kurtyny, pozbawiony tej sztucznej fasady, świat całkowicie obnażony. Ukazuje otchłań tych koegzystujących ze sobą światów w gigantycznej rozpiętości; jakby rozszerzając zmysł naszej percepcji w sposób, który wymyka się jakiemukolwiek socjo-intelektualnemu kategoryzowaniu. Tu wszystko żyje obok siebie, ale swoim własnym, hermetycznym życiem: żelazne planety pogrążone w swej kosmicznej medytacji, ogromne budowle, winda i inne urządzenia elektryczne, rury kanalizacyjne, człowiek, drugi człowiek, pies, dziwne śluzowate glizdy, plemniki, mikroorganizmy. Makrokosmos - mikrokosmos. Ale to tylko jedno oblicze, jeden wymiar filmu. Wewnątrz tych abstrakcji mamy świat całkiem konkretny. Oto Henry ­ wyłania się z mroku, przechadza się wśród odhumanizowanych i monumentalnych fabryk. Idzie do swojej dziewczyny Mary. Na miejscu poznaje się z jej rodzicami. Mają zjeść obiad, kurczak leży na stole. To Henry ma go rozkroić, ale widać, że ma jakieś opory... zabiera się do tego... ale... ta surowa kura z uciętym łbem zaczyna na jego talerzu poruszać swymi kikutami a z jej ciała wysrywa się jakiś zagadkowy płyn. Matka wybiega w konwulsjach. Po chwili wraca, odciąga Henry'ego i poddaje go własnej perwersji seksualnej. Teraz też Henry dowiaduje się, że Mary będzie miała z nim dziecko.
      Ten stworek, który się rodzi, ogniskuje w sobie jeszcze potężniejszą dawkę dziwaczności. Dziwna, królicza może głowa, plackowaty tułów bez kończyn i ciągłe, nocne gaworzenia. Mary ucieka. Henry jest sam, próbuje zapomnieć, gapi się w kaloryfer. Objawia mu się słodka, przymilna i infantylna blondynka: wstydliwie tańczy na tandetnej estradzie i z naiwnym uśmiechem intonuje: "In heaven everything is fine". Przełamuje swoje opory i z ciepłym uśmiechem rozdeptuje obcasami spadające pod buty ogromne plemniki.
      Henry'ego pociąga też atrakcyjna sąsiadka z domu. Niestety bezimienne dziecko wymaga opieki. Rozchorowuje się. Ojciec współczuje, ale nie może nic zrobić. Męczy się.
      Wizje nasilają się, cierpienie wzmaga się, ale nie ma już cierpliwości. Głowa Henry'ego odpada, topi się w kałuży krwi i... spada na ziemię. Znajduje ją obrotny chłopczyk i zanosi (jak butelkę) do skupu głów. Odbiera ją specjalista i wrzuca do swojej maszyny. Po chwili wyskakują z niej gotowe ołówki z gumką.
      Po tej wizji wycieńczony psychicznie Henry uśmierca swoje dziecko. Ze strachem rozcina nożyczkami jego obandażowany odwłok i oto wydobywa się z dziecka potężna lawa trudnej do określenia substancji, która zalewa cały pokój. Wkrótce, po ostatnich drgawkach moralnych, blondynka z kaloryfera zabiera Henry'ego w otchłanie bieli. Koniec.
      "Ona - jak mówi reżyser - stanowi dla mnie rodzaj pewnej dobroci w życiu Henry'ego"/.../. "Czy pochodzi z Raju, czy jest aniołem?" "Bardzo możliwe".
      Te ostrożne wypowiedzi twórcy ERASERHEAD powinny przestrzec przed nazbyt jednoznacznymi interpretacjami tego filmu. Ja sam daleki jestem od komentowania jego symboliki, nie sądzę aby było to w ogóle konieczne. Tego rodzaju analityczne zabiegi jego "rozpracowywania" (tak chętnie uprawiane przez monoklowatych krytyków) stają się często zupełnie zbędną kazuistyką, która w odniesieniu do takich właśnie dzieł wydaje się być szczególnie wulgaryzująca. Nic chyba nie jest tak głupie jak ostateczne stwierdzenia, że Lynch odwołuje się do "naznaczonej młodzieżową kontestacją wersji hinduizmu", albo, że film jest "opowieścią o neurozie seksualnej". (bullshit). To tak samo jakby powiedzieć, że film mówi o niepokojach klasy robotniczej, bo Henry jest drukarzem, wszędzie są fabryki i tylko brakuje żłobków i szpitali! Idiotyzmy. To należy wyraźnie zaznaczyć. Czyżby stworzono art-łamigłówkę dla magistrów kulturoznawstwa trzeciego sortu, dopatrujących się we wszystkim symboli, podtekstów i odniesień? Czy może ERASERHEAD jest "krzyżówk z kluczem", gdzie do postaw bohaterów dopasowuje się odpowiednie hasła, aby otrzymać "zaskakujące przesłanie dla wtajemniczonych"? Brednie. Tyle można powiedzieć. Drętwa "dialektyka", która jest zupełnie nie na miejscu.
      Film odbierany bardziej intuicyjnie niż racjonalnie, bardziej emocjonalnie niż intelektualnie, może odsłonić zupełnie nową, świeższą perspektywę. ERASERHEAD: cechuje jasność wypowiedzi dalekiej od napiętego intelektualizowania i nadętej pretensjonalności. "Ten film jest doskonały. Nigdy mnie nie zmęczył. Jest jak obraz Edwarda Hoppera. Ja się nie chwalę. Wszystko co zrobiłem później było niedoskonałe, było niepowodzeniem". Ten autorski komentarz Davida Lyncha nabiera szczególnego znaczenia, jeżeli się zauważa jak ubóstwiany jest przez media ten "kontrowersyjny reżyser" DZIKOŚCI SERCA czy TWIN PEAKS i jak ignorowane były jego wcześniejsze dokonania. Jego debiut w Polsce został dostrzeżony dopiero po rozbłysku popularności jego twórcy, czyli po komercyjnym sukcesie jego późniejszych filmów. Naturalnym okazało się wówczas zainteresowanie krytyków wcześniejszą twórczością tego "obiecującego reżysera" (sic!) i tak oto "odkryto" (sic!) "wybitne dzieło zazdrośnie strzegące swych znaczeń" (sic!).
      Tymczasem ERASERHEAD był jednym z najbardziej inspirujących filmów ostatniego ćwierćwiecza i jak na tego rodzaju film nadal cieszy się ogromną popularnością. Wielu artystów w swoich referencjach wskazuje na niego, jako na źródło własnych inspiracji. Podobno nawet sama LENI RIEFENSTAHL, która robiła propagandowe filmy dla Hitlera, zrealizowała swoją wersję "Cyda" po obejrzeniu pod wpływem środków halucynogennych ERASERHEAD. Można też powiedzieć o szeroko reklamowanym zestawie filmów NICKA PARKA, wyświetlanych niedawno w polskich kinach pod jednym tytułem WŚCIEKŁE GACIE. Były tam sceny nawiązujące do filmu Lyncha.
      O filmach tego reżysera pisze się już w każdym magazynie filmowym. Jednak tylko jego pełnometrażowy debiut (często tak ignorowany przez krytyków) zajmuje swoje stałe miejsce w każdym nowszym katalogu czy encyklopedii filmów kultowych, niezależnych i undergroundowych.
      Pisano także o nim w wielu zinach, m.in. w legendarnym amerykańskim punk zinie SEARCH AND DESTROY, dla którego zresztą Lynch udzielał wywiadu (nr. 9 z 1978r.). W tym samym numerze jedna z pierwszych prezentacji Dead Kennedys i wywiad z Biafrą, którego późniejsza ALTERNATIVE TENTACLES, poza serią niezłych płyt, do dziś rozprowadza T-shirty z wizerunkiem Henry'ego i nadrukiem tytułu filmu. Inna punk - niezależna wytwórnia (oddział Pandemonium Rec.) wykorzystuje podobny, nieco zdeformowany, portret Henry'ego i przybiera dla siebie nazwę ERASE-YER-HEAD. Znany jest też stary punk band '77 o nazwie ERAZERHEAD. Co jeszcze... w sklepach płytowych (na pewno nie w Polsce) można nabyć płytę z soundtrackiem do filmu, ale można się również natknąć na bezpośrednie odniesienia do niego, słuchając różnych płyt. Ja sam spotkałem się z tym słuchając takich grup jak: RADIO ROBOTNIK TV, TUXEDOMOON, HAFLER TRIO czy NURSE WITH WOUND.
      Tego typu przykłady, podkreślające znaczenie tego filmu, z pewnością można jeszcze wyliczać. Ja sam pod wpływem tego filmu (to kłamstwo) napisałem wiersz, który chcę tu przytoczyć, bo lepszej okazji do tego nie będzie. Niech nosi tytuł STARTA GŁOWA:

nogi zmęczone na siedemdziesiąt
ręce mnie bolą jak osiemdziesiąt
tułów mój mnie męczy na dziewięćdziesiąt
głowa mnie boli jak sto pięćdziesiąt!

To wszystko co mogę powiedzieć. Dziękuję i zachęcam do obejrzenia filmu.

© ANDRZEJ GAG

GÓRA    FILM    SPIS