|
MICHAEL GIRA
Wypowiedzi Michaela Giry pochodzą z wywiadów, których udzielił Howardowi W. w YOUR FLESH magazine i Michaelowi Moynihanowi w SECONDS magazine. Aby rozpocząć, czy zechciałbyś w skrócie przypomnieć swoje losy aż do punktu, w którym stałeś się muzykiem. MG. Tak, oczywiście. Wychowałem się w południowej Kalifornii, w Los Angeles. Muzyką zacząłem się interesować, kiedy miałem około dwanaście, trzynaście lat - tak jak każdy. Brałem pełno LSD, wąchałem klej, brałem seconals, wszystko co wpadało mi w ręce i pasowało do ówczesnej muzyki - rzeczy jak THE DOORS itd. Wiele razy byłem aresztowany za akty wandalizmu, miałem do wyboru iść do poprawczaka albo wyprowadzić się do ojca. Matka i ojciec byli w separacji. Mój ojciec żył w Niemczech i zarządzał tam jakimś biznesem. Uciekłem stamtąd od niego i podróżowałem stopem po Europie, zostałem aresztowany w Amsterdamie. Ojciec dał mi do wyboru: wrócić do szkoły w Niemczech albo pójść tam do pracy, w fabryce która była własnością ciotki jego żony. Myślał, że doświadczenie ciężkiej fizycznej pracy zmieni moje zdanie co do konieczności edukacji. Po roku pracy powiedział Ok, teraz pójdziesz do szkoły, wtedy znów uciekłem. Skończyłem w Izraelu żyjąc tam około roku, sprzedając swoją krew i pracując w kopalni miedzi. W końcu zostałem aresztowany za sprzedaż narkotyków, spędziłem pewien czas w wiezieniu a po zwolnieniu zostałem deportowany. Czy korzystałeś z tych doświadczeń w swojej pracy przez te wszystkie lata ? MG. Nie... być może skorzystałem z paru z nich. Pamiętam tego gościa w celi, gwałconego każdej nocy. Widząc to, obawiałem się o siebie. Sam byłem przedmiotem zainteresowania ale byłem chroniony przez innych Amerykanów, którzy byli w tych samych barakach. Pobyt w więzieniu nasuwał na myśl system autorytarny i kazał mi gwałtownie go odrzucać i pogwałcać. Nie chcę przez to powiedzieć, że pewni ludzie nie zasługują na to by być w więzieniu. Oprócz tego pobyt w więzieniu, zamkniętym w celi, był dla mnie pobytem w miejscu najbardziej zredukowanym, ograniczonym do jakiego można trafić. Oczywiście, jedyną rzeczą jaką posiadasz jest czas i właśnie ten czas jest próżnią wyrugowaną ze wszystkich doświadczeń oprócz tego co możesz z nim zrobić. To miało bardzo wielki wpływ na mnie. Stało się dla mnie jasne, że jestem absolutnie odseparowany od kogokolwiek, że nie przynależę do nikogo, niczego – i jeżeli kiedykolwiek zapominałem o tym, zawsze okazywało się to błędem. Jak daleko sięgam pamięcią zamykałem się przed ludźmi, uciekałem. Zdałem sobie sprawę, że nigdy nie będę dążył do społecznego sukcesu, prestiżu i nigdy nie będę w silnych interakcjach z nikim. Wtedy będę odczuwał komfort i będę miał pewną małą przewagę. Gdy tylko zaczynałem do czegoś należeć odczuwałem to jako kompletne osłabienie, jedynie oszukiwanie. Być może dlatego nigdy nie przejmowałem się, tym że jako SWANS nie odnosiliśmy wielkich sukcesów. Ok, powróćmy do twojej historii. MG. Potem wróciłem do życia z moim ojcem ale on stwierdził, że nie może mnie już dłużej znosić i wysłał mnie z powrotem do Kalifornii. W więzieniu zacząłem dużo czytać, tak więc myślę że moja edukacja była ok. Przeszedłem test i zostałem przyjęty do junior college, po roku usiłowań bycia w liceum, co było żałosne po wszystkich doświadczeniach jakie posiadałem, studiowałem tam sztukę i literaturę angielską, szło mi całkiem dobrze. Dostałem się do Otis Art Institute, tam spędziłem dwa lata, opuściłem to na krótko przed końcowymi egzaminami. Wtedy rozpoczął się punk rock. Jak wyglądał twój udział w NO MAGAZINE ? MG. Jednym z moich wspomnień z czasów, kiedy miałem trzynaście lat było, kiedy moja matka szukając czegoś w moim pokoju znalazła kilka numerów NO MAGAZINE i zniszczyła je jako pornografię. Zacząłem robić NO MAGAZINE z moim kolegą z Art School, Brucem Kalbergiem. Zaczęliśmy chodzić na pierwsze punkowe shows, nagrywać je na video. Polubiliśmy te destruktywną energię zawartą w muzyce. W tamtym czasie byliśmy pod wrażeniem magazynu SLASH, i czasami sami zamieszczaliśmy tam coś swojego. Kiedyś Bruce zajął całą stronę numeru SLASH zdjęciem swojego ogolonego czubka głowy, zwieńczonego kawałkiem wątróbki podpisanego jakimś obskurnym tekstem. On wychodził nawet na zakupy w takim nakryciu głowy, chodził w tym na koncerty, do czasu aż wątróbka zaczęła gnić. Później ja znalazłem się na całej stronie SLASH- przykucnięty, w kaftanie bezpieczeństwa, zrobiony na zdjęciu na Borisa Karloffa w Mumii, z nadnaturalnie wielkim, ociekającym penisem, sięgającym z krocza do ust, patrzę się w obiektyw a podpis głosi: właśnie o tobie myślę. Oczywiście było to pomyślane jako anonimowa fotografia ale kiedyś gdy robiłem wywiad z GO GO'S dla NO MAGAZINE one mnie rozpoznały... Chcieliśmy prezentować w naszym magazynie wszystkie najbardziej odpychające, najobrzydliwsze strony punk rocka, dlatego zaczęliśmy wydawać NO. Mieliśmy wywiady ze zwykłymi obiektami jak X, THE GERMS. Oba te zespoły bardzo lubiliśmy i chodziliśmy na ich wszystkie koncerty, ale myśleliśmy też o innych tematach. Obok wywiadu z moimi ówczesnymi bogami SUICIDE, zamieszczaliśmy wywiad z dominatrix działającą w Hollywood, która opowiadała o torturowaniu sędziów, biznesmenów, odkupywali oni swoje winy pozwalając sobie sikać na twarz, pozwalając się gwałcić przy pomocy dildo itd. Mieliśmy na okładce zdjęcie z sekcji zwłok, oprócz tego trochę surowej pornografii, surowe rysunki, różne teksty mojego autorstwa i foto stories Bruce'a. Oprócz zwykłych wywiadów z różnymi zespołami ze sceny, dla której tak wiele robiłem, dawaliśmy obok mnóstwo obleśnych rysunków etc. Niektóre rzeczy były dobre, inne złe, ale zawsze na pewnym poziomie. Naprawdę lubiłem wtedy punk rock, ale nie lubię jego aktualnych wystylizowanych ewolucji. Nienawidziliśmy absolutnie, otaczającego nas, konsumpcyjnego społeczeństwa, robiliśmy więc różne rzeczy w stylu: rozbijanie wszystkich szyb na swojej drodze, po wyjściu z koncertu o drugiej w nocy. To oczywiście było nieco dziecinne ale całkiem w porządku. Było super, czuć tę energię w powietrzu i tę przestrzeń, by włożyć w nią całą nie ukierunkowaną wcześniej wściekłość. Tak czy inaczej, nie mogliśmy wydrukować NO MAGAZINE w LA, musieliśmy jeździć do San Francisco do drukarni, gdzie produkowano wszystkie porno magazyny na Zachodnie Wybrzeże. Jechaliśmy potem starym Volkswagenem, wypełnionym po brzegi 1500 egzemplarzami NO MAGAZINE, ale i tak nie mogliśmy ich nigdzie później sprzedawać. Bruce zamieszczał gdzieś reklamy, jednak większość nakładu musieliśmy rozprowadzać na koncertach. Sprzedawał je tylko jeden kioskarz przy Hollywood Boulevard i parę punkowych sklepów. Wtedy rozpoczyna się także twoja muzyczna kariera. MG. Wtedy właśnie popełniłem największą pomyłkę mojego życia. Zacząłem grać i sam zaangażowałem się w muzykę Zacząłem śpiewać w LITTLE CRIPPLES potem nazywanym STRICT IDS, później tylko IDS. Graliśmy z THE BAGS, MAU MAUS, X, NEGATIVE TREND. Potem zostałem z niego wyrzucony bo nie potrafiłem śpiewać, ludzie z zespołu stali się później bezpłodnymi pseudoartystami i nic po nich nie zostało. Grałem krótko w LA, ale tamtejsza scena była już w 1979 zbyt prosta i ograniczona, zdecydowałem się wyjechać. Wydawało mi się że w Nowym Jorku dzieje się więcej interesujących rzeczy. Pamiętam THEORETICAL GIRLS, grupę Glenna [Branca], CONTORTIONS i grupy Lydii [Lunch]. Ci ludzie próbowali robić coś innego w brzmieniu, to wciąż posiadało surowość i gwałtowność punk ale nie było małpowaniem trzy akordowego rocka. Oh muszę przypomnieć tu o innym wielkim na mnie wpływie, może nie brzmieniu, lecz wrażeniu jakiego oczekiwałem: SUICIDE. Kupiłem ich album po prostu dla okładki ale pamiętam, słuchając tego myślałem że to najbardziej wystrzałowa rzecz jakiej w swoim życiu słuchałem. Cheree Cheree Frankie Teardrop Frankie kills his wife and kids Whaaaah Ha ha ha ha !!! Wspaniałe. Byli razem na trasie z THE CARS a ja widziałem ich wtedy w LA, grali z NERVOUS GENDER. Było tam pełno punks z LA Alan Vega- wszyscy pluli mu prosto w twarz, wylewali na niego swoje drinki, nie było tam żadnej sceny, on zwyczajnie ocierał się o nich i krzyczał aah dzięki dzięki ! To było wielkie. On był wspaniały, byłem tego wielkim fanem. To była kolejna przyczyna, że wyprowadziłem się do Nowego Jorku. Chodziłem cały czas do Max's [Max's Kansas City Club] tam często oglądałem SUICIDE i jego inne grupy. Myślę, że był fantastycznym performerem, tak więc to także było wielkim wpływem. Czy wyraźny był ten moment, kiedy punk stracił swoją atrakcyjność i siłę przyciągania ? MG. To stało się niemal natychmiast ! Kiedy pojawił się hardcore, zaczęło mnie przyprawiać o mdłości, dlatego że przejął on te najgłupsze i najpośledniejsze strony punk stylistyki i zaczął je traktować jak wytyczne. Jest parę wyjątków, naprawdę bardzo lubiłem BLACK FLAG za przejmujące brzmienie i dla ich wybuchów wiolencji (przede wszystkim na koncertach) i ta agonia Henry'ego, zawsze przyjemne było ich oglądać, doceniałem również DEAD KENNEDYS a przede wszystkim Jelly'ego i jego trujące, czarne poczucie humoru. Szybko jednak znienawidziłem publiczność hardcore- byli prawie tacy sami jak ci frajerscy kibice, szukający tylko okazji by kogoś pobić. Grawitowałem wtedy ku rzeczom jak TG, SPK, PUBLIC IMAGE (którzy, moim zdaniem muzycznie byli o wiele lepsi od SEX PISTOLS), SUICIDE, później NEUBAUTEN, no a potem byliśmy już my! Co jeszcze robiłeś w tamtym czasie ? MG. Napisałem parę recenzji do SLASH, zrobiłem kilka beznadziejnie głupich performances, pracowałem na budowach i malowałem mieszkania aby zarobić na życie. Miałem też okazję by służyć jako asystent w performance Hermanna Nitscha Orgies Mysteries Theater i zmywać krew i wnętrzności z performerów. Później napisałem rodzaj hommage dla tego wydarzenia i dla Bruce'a w formie historii o tytule The Young Man Who Hid His Body Inside a Horse albo My Vulvic Los Angeles. Byłem zainspirowany performance, który Bruce projektował, lecz nie posiadał środków na realizację. Chciał kupić konia, zawieźć go do galerii, zarżnąc go i wejść w akwalungu w jego ciało i wnętrzności. Chciał żyć wewnątrz trupa, oddychając powietrzem z akwalungu, podczas kiedy on gnił. Odkryłem potem gdzieś, że Rzymianie zaszywali chrześcijańskie dziewice w trupach zwierząt, tak aby wystawały im tylko głowy, biedne dziewczyny powoli umierały, podczas kiedy ich ciała gniły wewnątrz tych zwierzęcych trupów. Ciekawe czy Bruce wcześniej o tym wiedział. Opowiedz jak wyglądał performance Hermanna Nitscha, w którym brałeś udział. MG. To odbywało się w Venice CA około 1978 – 79, kobieta z którą byłem, prowadziła agencję artystyczną prezentującą rzeczy, które nie mogły być pokazywane w żadnych instytucjach artystycznych ani w oficjalnym obiegu sztuki. To był bardziej obrzęd niż performance, trwał około sześciu godzin i dział się wszędzie wokół ciebie bez żadnej sceny. W jakimś dużym, opróżnionym na te okazję sklepie, u góry pomieszczenia podwieszono dwa wychudłe trupy owiec, przywiązano je kończynami do sufitu i podłogi tak, aby martwe mięso wisiało po środku pomieszczenia. Na miejsce dostarczono też w zbiornikach kilkaset galonów krwi i zwierzęcych wnętrzności. Grupy nagich chłopców ze związanymi oczami ustawiono w kolumny, krew tryskała ze wszystkich stron na ich delikatne ciała, wlewała się na ich twarze, do ich ust. Cyklami tych ciemnych rytuałów kierował sam Hermann Nitsch, niski, gruby gość, ubrany na czarno, jak ksiądz bez koloratki, z nalaną, białą twarzą Austriaka, z rumianymi policzkami. Tak jakbyś wyobraził sobie pijanego, nadętego Napoleona. Z wielką, czarną, gumową rękawicą na prawym ręku kierował ludźmi. Zgromadził imponującej wielkości orkiestrę złożona z uliczników, punks, różnego rodzaju wolontariuszy i ręką odzianą w tę rękawicę dyrygował nimi a oni, przy pomocy rogów, trąb, bębnów, gwizdków wytwarzali niemożliwie głośny hałas. Ta grzmiąca kakofonia nadawała rytm i tempo całej tej mszy. Każdy pił ogromne ilości wina, które było rozdawane w dzbanach, chodziło aby upoić się do granic możliwości i oddawać się krwi i rytuałowi, stworzyć sytuację kiedy chłopcami zaczęły targać konwulsje. Kilka godzin hałasu, smród mięsa i krwi, każdy brodził we krwi i odpadkach padliny, to było naprawdę wspaniałe ! Asystenci Nitscha, którzy lali krew i wykonywali jego polecenia, w pewnym momencie obcięli liny i krew zaczęła tryskać wszędzie. Połowa ludzi była już naga, umazana we krwi, w stanie kompletnego upojenia, krew i wnętrzności zaczęły wylewać się na ulicę i przyjechała policja. Śmieszny był ich widok w eleganckich, niebieskich mundurach pośród tej rzeźni. Nie pamiętam z tego zbyt wiele, byłem po prostu zbyt pijany i to było już tak dawno. Największą rzeczą, którą stamtąd wyniosłem to smród, którego tygodniami nie mogłem zmyć i to uczucie bycia pochłoniętym, ogarniętym przez szlachtowanie, krew, dźwięk, sposób w jaki zatrzymywało to jakikolwiek upływ czasu. Chciałem pozostać w tym na zawsze. W pewien sposób było to czysto religijne przeżycie. To także w pewien sposób wpłynęło na SWANS, w tym co naprawdę chciałem wydobyć z muzyki. To jest ta pierwotna rzecz która wstrząsa tobą do cna. To było właśnie to, to i THE STOOGES. Innym kluczowym doświadczeniem było, gdy jako kilkunastolatek, podróżując po Europie, znalazłem się raz na północ od Brukseli na czymś co okazało się być sławnym jazz – rock festiwalem. To był rok 1970 a ja wraz z dwudziestoma tysiącami brudnych hippisów, leżąc w błocie oglądałem PINK FLOYD. Właśnie odszedł od nich Syd Barret, to był okres płyty Umma Gumma. Oczywiście byłem na końskiej dawce LSD i było to dla mnie ogromne i pamiętne doświadczenie, zupełne zagłębienie się w brzmieniu, którego PINK FLOYD używał w tamtym czasie. Na liście wykonawców byli również AMON DUUL, SOFT MACHINE, CHICAGO ART ENSEMBLE, FRANK ZAPPA i wiele innej muzyki eksperymentalnej. Jak rozpowszechnione były narkotyki na punk scenie w tamtym czasie ? MG. Ludzie dużo pili i wokół pełno było Metadryny, naprawdę złego i żrącego narkotyku. LSD było traktowane jako spadek po znienawidzonych hippisach. Brałem tego mnóstwo gdy byłem trzynastoletnim psychodelicznym dzieciakiem. W czasie, kiedy byłem w LA, około 1979, ludzie wciąż pełno tego zażywali i w połączeniu z muzyką tamtych czasów dawało to pokręcone sensacje. Przypuszczam, że powinienem powiedzieć tu, że nie polecam narkotyków młodym ludziom. Znów musisz – nawet jeśli to niemodne- mieć wolną wolę aby sam wybierać. Jakie okresy, w twoim pojęciu były najlepsze w historii SWANS ? MG. Pierwszy okres to gęste i brutalne granie i tylko to: Filth, Cop. Potem na Greed, Holy Money zacząłem inkorporować więcej quasi melodyjnych brzmień i o wiele więcej sampli. Zawsze używałem taśm, pętli i tego typu rzeczy ale wtedy zacząłem używać brzmienia bardziej opartego na samplach aby nadać temu więcej tekstury. Children of God był już zupełnie innym przedsięwzięciem, stał się bardziej złożony, zróżnicowany i w paru miejscach całkiem spokojny. Przypuszczam, że najgorszym momentem było nasze podpisanie kontraktu z MCA, ta cała porażka. To było upadkiem pod każdym możliwym względem. Byłem zmuszony użyć obcego producenta, kiedy powinienem sam produkować SWANS. MCA nie przyjęło tego i w ten sposób Burning World stał się przeciętnie brzmiącą płytą. Finansowo była to totalna klęska, dali nam dużo pieniędzy ale większość z nich wydano właśnie na produkcję. Wtedy dopiero MCA otrząsnęło się i wywaliło wszystkich, którzy z nami pracowali. Niesiony impulsem i naiwnością przejąłem wszystkie pozostałe pieniądze i wpompowałem je w tych cwanych menadżerów, których musiałem wynajmować by doprowadzili do tego by MCA pracowało nad tą płytą. Pełno prawników, rachunków, wszystkiego...aż w końcu zostałem z porządnymi długami. Następny okres to koniec lat osiemdziesiątych i wczesne dziewięćdziesiąte, nieco zróżnicowany. Kilka rzeczy jest bardzo dobrych, parę nieudanych. To przede wszystkim ja, próbujący uczyć się pracy w inny sposób – byłem skazany na pomyłki. Myślę, że jakieś 75% jest naprawdę wyśmienita ale reszta...reszta powoduje, że pluję sobie w brodę. Ale i tak nie jest najgorzej, po tak długim czasie. Wtedy wyszedł The Great Annihilator, który zawarł w sobie mnóstwo nowych brzmień i był jak pełne nowe odkrycie. Teraz, ostatnia płyta, która jest bardziej soundtrackowa niż cokolwiek co wcześniej zrobiłem. Zawsze próbowałem tę rzecz wciąż ożywiać na nowo aby podtrzymać swoje zainteresowanie – dlatego to się tak zmieniało. Jak tworzyłeś pierwsze składy SWANS. Czy robiłeś to za pomocą ogłoszeń ? MG. Yeah, czasami próbowałem i tego ale to się nigdy nie udawało. Spotykasz wtedy idiotów, którzy chcą jamować i grać "rock". Spotykałem więc ludzi i zwykle walczyłem, próbując pozyskać ich by robili co chcę. Robili to przez pewien czas, potem nienawidząc mnie odchodzili, tak było cały czas w historii SWANS ha ha ha ! Czy któryś z muzyków był szczególnie ważny dla tego jaki obrót przybrała muzyka ? MG. Byłoby dużym grubiaństwem i nieuczciwością powiedzieć, że żaden nie miał wartościowych pomysłów, lecz to ja zawsze to prowadziłem i zawsze zachodziła konieczność abym prowadził to w określonym kierunku. Zawsze było to dalekie do jakiegokolwiek "rockowania", którego chcieli czasami niektórzy z muzyków. Podstawą mojej pracy z jakimkolwiek muzykiem jest to, że pozwalam im być sobą i wyrażać siebie wewnątrz SWANS, tak więc oczywiście posiadają w tym swoją osobowość. Najbardziej wpływowa była Jarboe, kiedy dołączyła, zacząłem inkorporować jej talenty jako kompozytora, aranżera, jej wielki śpiew i jej klasyczne wykształcenie muzyka. Brzmienie gitary Normana [Westberga] – wiem że jego sposób grania bardzo na nas wpłynął. Oprócz tego dołączył Al Kizys mógł grać w tym głuchym łomoczącym stylu SWANS, on jednak potrafił również tworzyć małe wyrafinowane formy, które raz odkryte włączaliśmy do gry. Czyli na jakich podstawach wybierałeś muzyków ? MG. Musieli chcieć wydobyć z siebie każdą fizyczną połać energii i włożyć ją w brzmienie. Nie mogli wyglądać jak jacyś rock'n'rollowi idioci i nie działać w rock'n'rollowy sposób. Takie były kryteria. Zaangażowanych było tak wielu ludzi, że trudno to teraz dokładnie określić. Niektóre decyzje były podejmowane w ostatniej chwili, bo akurat mieliśmy tour i potrzebowaliśmy perkusisty. Powiedziałeś, że ta płyta [Soundtracks For the Blind] jest soundtrack oriented... MG. To nie są rock songi chodzi o pewną dynamikę. Płyty, które lubiłem jako dziecko, muzyka która mi się zawsze podobała to taka, która zawiera i używa wielu złożonych struktur. Wczesny KRAFTWERK, pre elektroniczny, na krótko przed tym jak stali się elektroniczni, byli naprawdę psychodeliczni, robili prawdziwie interesujące rzeczy; NEU, CAN, FAUST, Brian Eno, a później SPK, THIS HEAT, THROBBING GRISTLE, CABARET VOLTAIRE... Czy próbowałeś wytworzyć wrażenie jakichś obrazów ? MG. Nie, nie wierzę w tę impresjonistyczną ideę, że możesz wywołać pewne sceny za pomocą dźwięku, lubię jednak to dzieje się gdy wprowadzasz jakiś znaleziony głos lub jakąś dłuższą wypowiedź, narrację z jakiegoś innego kontekstu w jakąś formę muzyczną, lubię taką chwilową nostalgię, którą to wywołuje. Przeprowadziłeś się do Atlanty. Co skłoniło cię do tego kroku ? MG. Nadzieja. Walenie głową w mur w Nowym Jorku, przez trzynaście lub czternaście lat. Musiałem wyjechać. Jarboe wyjeżdżała a ja miałem do wyboru wyjechać razem z nią albo nie. Przede wszystkim miałem dość wszystkich przyjaciół jakich tam miałem, piłem na umór codziennie. Nie widziałem szans aby tam pozostać. Chodzenie ulicami było torturą bo wszystko było przesycone wspomnieniami, w moim odczuciu, klęsk. To było dla mnie naprawdę negatywne otoczenie. Ostatnie trzynaście albo czternaście lat spędziłem w pomieszczeniu przy Szóstej Ulicy i Alei B, nie miało ono okien. Pod koniec spędzałem tam większość czasu, prawie nie wychodząc przed 22- 23. Byłem jak mrówka. Wychodziłem do baru, upijałem się i wracałem. Ha ha ha. To było bardzo nieproduktywne. Przeprowadzka i opuszczenie tego miejsca, otworzyły przede mną bardzo wiele kreatywnych możliwości. Byłem na nowo zdolny, aby usiąść i ukończyć książkę The Consumer [książka Michaela Giry wydana przez 2.13.61- wydawnictwo Henry Rollinsa], na nowo zaczęła powstawać muzyka. Potrzebujesz zmiany, zawsze potrzeba zmian, tak myślę. Zawsze jest dobrze znaleźć się w końcu w innym miejscu, dlatego uwielbiam podróżować. Jak wyglądało twoje światowe spoken word tour, które odbyłeś ostatnio ? MG. Podróżowałem po Europie ciągnąc a sobą walizkę, podróżowałem pociągiem. Potem około sześć tygodni sam jeździłem furgonetką po USA i po prostu czytałem. Nie znoszę tej całej metody czytania, która jest uskuteczniana na MTV, słowo mówione -rockowa osobowość siada i nadaje swoje dogmaty. Nie lubię tego. To natomiast było wyborne i odbywało się bez przymusu. Chciałem tylko czytać, po prostu spokojnie czytać. Pozwalać słowom mówić. Bez wielkiej próby i bez tych wszystkich ceregieli. Poza tym miałem możliwość spotkania się z fanami. Zwykle nie spoufalam się zbytnio. Teraz odkryłem, że wielu ludzi było całkiem inteligentnych, ich towarzystwo było w porządku. Było to satysfakcjonujące. Całe twoje pisarstwo, kawałki SWANS, proza wydają się bezsprzecznie smutne a nawet okrutne. Czy jesteś w głębi nieszczęśliwym człowiekiem ? MG. Ha ha ha ! Nie wiem. Piszę po prostu o rzeczach, które czuję, albo o obrazach, które do mnie przychodzą i poprzez to się wyrażam. Nie stoi za tym żadna filozofia, poza tym że jest to jak najprostsze i uczciwe – mam nadzieję, że w rezultacie takie to właśnie jest. Przez "uczciwe" nie rozumiem jakichś "zwierzeń", powodem, dla którego robię muzykę jest to, że to właśnie robię w moim życiu. Nie mam innego wyjścia. Nie jestem przystosowany ani przygotowany do niczego innego. Jestem za stary na pracę na budowie. Tak to wygląda. Zdecydowałem, że piszę o rzeczach, które mnie obchodzą, bo tak po prostu jest. .A więc uczucia i wyrażane wizje nie są koniecznie obrazem twoich własnych? MG. Well, przypuszczam, że odbijają to kim jestem, tak. Nie jestem zbyt towarzyski. Nie czuję się zbyt dobrze dostosowany i jeżeli nie mógłbym tak pracować z pewnością bym się zabił. Muszę robić te rzeczy aby żyć. Wydaje się, że przez twoją prace przewija się wiele motywów spirytualnych motywów. Dlaczego włączasz je do swojej pracy, skąd bierze się ta stałość ? MG. Z nieposiadania absolutnie żadnego koncepcji na to co ja, do cholery, robię na tej ziemi. Ha ha ha ! Ale tak jak wszystkie westchnienia, religijne uniesienia, nie jest to w ogóle usystematyzowane. Nagle mogę być oszołomiony przez jakąś "dziwność", być może bierze się to z tego, że brałem za dużo LSD jako dziecko, ha ha ha. Od czasu kiedy byłem dorastającym w USA dzieckiem, które w kółko ogląda telewizję, kiedy w wieku dwunastu lat zacząłem brać LSD, świat nie wydawał mi się realnym miejscem. Wydawało się, że niektóre czyny nie mają żadnych następstw. To trwało do niedawna, aż pozbyłem się tego rodzaju nieszczęsnego zadufania, że potrafię ze wszystkim dać sobie radę. Naturalnie, gdy stajesz się starszy, zaczynasz sobie zdawać z tego sprawę, zaczynasz pojmować swoja śmiertelność. Zdałem sobie z tego sprawę gdy miałem ostre zapalenie gardła i musiałem być operowany. Jestem zwykłym śmiertelnikiem, zabrało mi wiele czasu by usunąć to nierealne podejście do życia. Zwyczajnie czuje ból i jest on rzeczywisty. Prawdopodobnie powodem tego było, że brałem za dużo narkotyków i byłem za mocno zakorzeniony w pop kulturze, przez większość życia używałem telewizji jako alternatywnej przestrzeni dla mojego umysłu. Dlatego właśnie używam telewizji jako znaku żądzy wyrugowania swojego ciała i zatracenia się w czymś. Tak właśnie robią ludzie, TV to rodzaj szamańskiego medium. Czy masz zamiar wydawać archiwalne lives jak Real Love czy Kill The Child ? MG. Będę umieszczał pewne rzeczy jako extra tracks albo zrobię jakieś limitowane edycje. Istnieje jedna, o którą wszyscy pytają: Public Castration Is a Good Idea, która swojego czasu była koronnym dowodem na nasz brak gustu. Przez te wszystkie lata nie słuchałem tego, ostatnio gdy puściłem to sobie nie mogłem uwierzyć, to było takie wolne. Byłem pod wrażeniem ! Dziwne było, że gdy pisałem kawałek był on już wolny, ale gdy graliśmy go na żywo stawał się jeszcze wolniejszy, w przeciwieństwie do większości grup, które na żywo grają coraz szybciej. Graliśmy tak, że mogłem spokojnie zapalić papierosa między uderzeniami... Nie wiem czy już o tym mówiłem, ale na tym kończę SWANS. To koniec. Zamknięte. To trwało piętnaście lat i nazwa SWANS stała się raczej ciężarem niż chlubą. Im bardziej chcieliśmy się oderwać od ludzkich przeświadczeń na temat SWANS - tym mocniej byliśmy zakleszczeni w przeszłości. Zdecydowałem się przerwać to i podążać dalej. Poza tym nie interesuje mnie już robienie głośnej muzyki. Dlatego właśnie chcę zebrać wszystkie pozycje naszego katalogu i sprawić że będą znane i dostępne ludziom, których będą interesować. Chcę to zrobić do końca i ruszać dalej. © SECONDS © YOUR FLESH GÓRA MUZYKA SPIS |