|
as the books burn Brian Williams jest aktualnie mieszkańcem Los Angeles i pracownikiem imperium Hollywood. Tak jak Greaeme Revell [SPK], zajmuje się tworzeniem ścieżek dźwiękowych do superproduktów „fabryki snów". (np.: Crow; The Saint; Spawn czy Strange Days). Szczęśliwie, wraz z upływem lat jego działalność nie osłabła, nadal udowadnia aktywność LUSTMORD w naprawdę przejmującym stylu. Mówiąc o stylu, zbyteczne wydaje mi się powtarzanie opisów jego twórczości, zrobili to już wyczerpująco Kamil Antosiewicz - Antena Krzyku (1/2000) i Paweł Frelik- Thrash'em All (3/99). Sięgnij po te artykuły i nie zapomnij zdobyć oryginalnych nagrań LUSTMORD, są już dostępne w kilku krajowych dystrybucjach. Dziś polecam twojej uwadze niedawne wypowiedzi Briana Lustmorda dla amerykańskiego magazynu OUTBURN. Wywiad przeprowadził Adam M. Bialek. Jak zaczął się twój związek z Graeme Revellem i SPK ? Około 1978/79 SPK byli w trakcie realizacji materiału w Industrial Records- wytwórni THROBBING GRISTLE i Cosey zasugerowała że dobry pomysłem byłoby poznać mnie z Graeme. Myślała że SPK są szaleni i dobrze będziemy do siebie pasować. Do dziś nie wiem jak mogła na to wpaść. [śmiech] Odwiedziłem Graeme w Londynie i tak na zawsze zostaliśmy przyjaciółmi. Który z twoich wczesnych eksperymentów był najbardziej wartościowy pod względem doświadczenia ? Nie powiedziałbym że moja nauka i doświadczenia ograniczają się tylko do tego wczesnego okresu. To stały proces. Mam szczęście że, większość moich przyjaciół, w ten lub inny sposób, jest mocno związanych ze wszystkimi aspektami muzycznej produkcji. Tak więc byłem w stanie uczyć się nie tylko na własnych błędach ale także na cudzej wiedzy i doświadczeniu. Byłem zdolny aby z tego korzystać, doskonalić tych parę własnych przymiotów, teraz jestem je w stanie samodzielnie wykorzystywać w moich indywidualnych projektach a także asystując czy wspomagając innych. Mocno wierzę w to, że nikt nie powinien mieć oporów aby pytać innych kiedy czegoś nie wie, ani nigdy nie bać się wypaść głupio. To jedyna droga aby się czegoś nauczyć. Twoje wcześniejsze albumy Paradise Disowned i Heresy wykorzystywały różne przestrzenie podziemne jako miejsca do kreowania specjalnej gęstej atmosfery. Jak zacząłeś się tym interesować ? Zawsze byłem pod wrażeniem miejsc pod ziemią. Tego niedefiniowalnego lecz namacalnego poczucia dźwięku i przestrzeni. Użycie specyficznych lokacji jako części „brzmienia LUSTMORD" było bardzo ważnym czynnikiem, mając na względzie akustykę tych miejsc nagrywanie pod ziemią było naturalnym krokiem. Zawsze wydawało mi się to zwyczajne, zaskakuje mnie, że nikt więcej tego nie robi. Jakiego typu problemy wiążą się z takimi nagraniami ? Czysto fizyczne. Zwyczajną problemem jest dostęp. Następna to trudności przy wnoszeniu sprzętu. Mówię tu o wczesnym cyfrowym oprzyrządowaniu nagrywającym, które było bardzo duże i ciężkie. Źródło prądu było kolejnym dużym problemem. Teraz kiedy o tym myślę, widzę dlaczego inni ludzie nie decydowali się na coś takiego. Czy były jakieś specjalne koncepcje które chciałeś eksplorować kiedy zacząłeś działać jako LUSTMORD ? Nawet zanim zacząłem używać imienia LUSTMORD i robić różne projekty istniała bardzo specyficzna idea którą miałem w głowie. Nawet jeżeli czuję że niekoniecznie mi się to udaje, zawsze usiłowałem dosłownie stworzyć specyficzną przestrzeń poprzez muzykę, poczucie pewnego miejsca. Jeżeli to działa, powinno przenosić cię w miejsca do których nie dotarłbyś nigdy indziej, zarówno fizycznie jako i mentalnie. Myślę, że najbliższym tego celu był Stalker, album zrealizowany z Robertem Richem. Na wszystkich moich nagraniach wiele dzieje się w tle, wszystkie rodzaje rzeczy jakie mnie stymulują. Jedną z nich była lokalizacja, nagrania musiały oddawać duch danego miejsca. Który sposób, według ciebie, był bardziej skuteczny w kreacji specyficznej przestrzeni twoich albumów- czy samo miejsce nagrań, wzbogacone obróbką studyjną czy bardziej syntetyczne metody komputerowe, których używałeś ostatnio ? Obydwa są jednako wartościowe i obydwa mają swoje negatywne strony. To sprawa estetyki, chodzi o użycie wszystkiego co jest najlepsze w danym wypadku. W pewnym okresie LUSTMORD ewoluował: z projektu opartego na fizycznym aspekcie lokacji nagrań i studyjnej manipulacji tymi dźwiękami, stał się manipulacją na wciąż rosnącym archiwum dźwięków, które ma kreować nieistniejące, ale sonicznie bardzo realne środowisko. Z dzisiejszego punktu widzenia myślę, że przy odpowiedniej technologii LUSTMORD ewoluowałby szybciej. Istnieje wciąż pewna ilość nagrań z różnych miejsc ale odgrywa teraz o wiele mniejszą rolę w całokształcie i jest obrabiana nie nadając jej realnego znaczenia. Celem nie jest już uchwycenie brzmienia danego miejsca ale użycie go jako kolejnego źródła dźwięku. Jaka koncepcja stoi za wielowarstwowym The Place Where the Black Stars Hang ? Zawsze intrygowało mnie charakterystyczne dla ludzkości poczucie własnej ważności tutaj i we wszechświecie, to że jako istoty uważamy że wszystko obraca się wokół nas, teraz i zawsze w historii mieliśmy przeświadczenie że wiemy już wszystko. Teraz z dwudziestego wieku, spoglądamy wstecz na wiek szesnasty z przekonaniem wyższości z naszymi komputerami i technologią. Wyobrażamy sobie, że jeżeli teraz jeszcze czegoś nie wiemy to na pewno w ciągu pięćdziesięciu lat będziemy już to wiedzieć. Oczywiście ten proces jest stały. Wciąż ewoluujemy a za dwa tysiące lat będziemy wiedzieć równie mało co teraz. W wielkiej perspektywie nieistotność tego wszystkiego jest naprawdę intrygująca. Osobiście jestem ateistą i nie odczuwam potrzeby wiary w żadne bóstwa, jestem jednak absolutnie zafascynowany naszą zupełną bezwartościowością w całym tym wielkim wszechświecie. Uważam, że to zarówno interesujące jak i inspirujące. The Black Stars wychodzą właśnie z tego punktu widzenia. Dla mnie niewiadome jest o wiele bardziej interesujące niż poznane. Czy któryś z twoich pobocznych projektów pochodzi z pomysłów jakie miałeś z LUSTMORD ? Jednym z moich ulubionych jest ARECIBO, który zawiera twoje bardziej rytmiczne, syntetyczne objawienie. LUSTMORD jest jaki jest, miałem także inne idee które chciałem eksplorować. Od czasu kiedy te pomysły nie są związane wprost z LUSTMORD, stało się logiczne nadać im osobne nazwy jak i osobne osobowości, tak jak ARECIBO, TERROR AGAINST TERROR i ISOLRUBIN BK. Twoje prace były niejednokrotnie klasyfikowane jako „mroczne". Jak dajesz sobie radę z tak płytkim odbiorem ? Uśmiecham się. [śmiech] Czasem krzywię się kiedy ludzie nazywają mój materiał „mrocznym". Zazwyczaj tak to wygląda kiedy ludzie mówią o moich albumach, to raczej śmieszne ponieważ jestem znany z mojego poczucia humoru. Kiedy zaczynasz być rozpoznawany po tylko kilku realizacjach, wpędzasz się w sytuację jak z Paragrafu 22. Kiedy istnieje grupa fanów którzy śledzą to co robisz, wydaje się że około połowa chce abyś robił cały czas od nowa ten sam album, Heresy na przykład. Wszyscy oni kochają Heresy, tak więc tego właśnie chcą i jeżeli to zrobisz połowa z nich (aktualnie ta mniejsza) pokocha to, wtedy większość ludzi narzeka, że to wciąż ten sam stary album i że ten artysta się nie rozwija. Myślę że Monstrous Soul i The Black Stars nie są zbyt daleko od Heresy, nie ma wielkich różnic. Kiedy kończyłem Black Stars, byłem z siebie zadowolony ponieważ chciałem stworzyć coś zupełnie odmiennego. Ale podczas kompletacji płyty złapałem się na tym, że myślę „oh to brzmi jak wszystko inne". [śmiech] To po części jest przyczyną tego lekkiego opóźnienia przy każdym następnym albumie. Zatrzymuję się i znów zaczynam. Kiedy kończę jakąś rzecz, wtedy niezmiennie, podświadomie odpadam od niej, tak staram się popychać się do przodu. Dla niewtajemniczonych, wytłumacz co robi sound designer w filmach fabularnych? ...projektuje brzmienie [śmiech]. Jedno z moich aktualnych zawodowych określeń brzmi „music sound designer" które możesz interpretować jak tylko chcesz. To co teraz robię polega na kreowaniu oryginalnych brzmień, odgłosów które są użyte jako część większej ścieżki dźwiękowej filmu. To może być wszystko: atonalne, muzyczne- cokolwiek. Czasem ma to bardzo duże znaczenie w ścieżce kiedy indziej mniejsze, celem jest dodać jakiś element który nada muzyce jakiś inny wymiar. Trick polega na stworzeniu wszystkiego samodzielnie aby zabrzmiało zupełnie oryginalnie, jakby nikt inny tego nie użył. Oczywiście w kontekście filmu, musi to być coś co działa dobrze w filmie. Nie ma sensu wychodzić z zupełnie cool brzmieniem które jest zupełnie nie na miejscu w danym filmie. Pracujesz w filmie, więc wszystko co robisz musi dopełniać albo wzmacniać elementy obrazu. Nie starasz się pokazać, raczej kontrybuujesz w jakości filmu. To wygląda różnie- za każdym razem inaczej. Biorąc pod uwagę twój rozkład zajęć, chyba uginasz się pod naporem tych różnych wspólnych projektów. Niezupełnie, ponieważ nie jestem aż tak często o to proszony. Kiedy robisz coś przez pewien czas, ludzie dochodzą do wniosku że jesteś niedostępny albo że za dużo ludzi już do ciebie dzwoni, wiec boją się do ciebie zgłosić. Jestem typem gościa który pierwszy łapie za słuchawkę i dzwoni. Tak było podczas wspólnej pracy z Robertem Richem. Prawdopodobnie dzieje się teraz za mało i powinienem się właśnie ugiąć pod naporem innych projektów i prac, aby ujść od całego tego bezsensu Hollywood. Czego możemy oczekiwać po LUSTMORD w najbliższej przyszłości ? Wersja Infinite Domain z nadchodzącego albumu Metavoid będzie dostępna na kompilacji Dirty America, wydanej przez Isophlux. Album Purifying Fire jest zapowiadany w Side Effects. Będzie zawierał tracki LUSTMORD z różnych kompilacji. Oczekuj również na rekonstrukcję kawałka JARBOE plus kilka innych niespodzianek. LUSTMORD. BCM MYTHOS. LONDON, WC1N 3XX. ENGLAND
As the new inquisition heralds a new dark age, and orhodoxy engulfs the ruins…
© WIKTOR SKOK GÓRA MUZYKA SPIS |