SWANS



Swans are dead. Być może wywoła to czyjś żal. Lepiej nie. Pod tą nazwą nie powstanie już nic nowego. Łabędzi śpiew już ucichł, ale i tak ten quasi retrospektywny artykuł niczego nie zamyka. SWANS zostawił po sobie nieśmiertelne rzeczy a ich muzyka nigdy nie przestanie być inspirującą siłą. Nie sposób o nich pisać uniknąwszy jakichś kuriozów i pretensjonalności. To tylko próba, przede wszystkim dla tych, którzy SWANS jeszcze nie słyszeli. Każdy musi poznać ten geniusz.

Na przełomie lat 70 i 80 Michael Gira mieszkał w Los Angeles, gdzie był studentem akademii sztuk pięknych, publikował w new wave fanzineach SLASH i NO MAGAZINE i grał w punk bandach LITTLE CRIPLES i CIRCUS MORT. W 1982 przeniósł się do Nowego Jorku, tam współpracował z Lydią Lunch, Glennem Branca i innym twórcami kończącego się post punkowego okresu no wave i tworzącej się właśnie tzw noise scene. Do tego niezorganizowanego nurtu zaliczano, obok SWANS, także SONIC YOUTH, LIVE SKULL etc. Michael Gira w 1982 w NYC spotyka Normana Westberga, Harrego Crosby, Roli Mossimanna i Jonathana Kane. W tym roku ukazuje się też pierwsze ep SWANS, muzyka zawarta tam nie przypomina prawie wcale brzmienia grupy, którą poznajemy na lp pod tytułem Filth.

Z dzisiejszej perspektywy wydanie tej płyty jest bezprecedensowym przełomem, ucho ludzkie po raz pierwszy usłyszało taką muzykę. Nie ma już New York noise art scene nie ma już No New York, nie ma już no wave, powstała bezlitosna muzyka, miażdżąca jak uderzenia siekiery, która jest monotonnie rąbana, kawałek po kawałku. Stworzona została muzyka absolutna, bez jakichkolwiek artystycznych intencji, gęsta, masywna forma bez intelektualnych i estetycznych celów; bezkompromisowa, czysta, agresywna i prymitywna energia, pełna fizycznych i animalnych instynktów. Melodeklamowana bez żadnej wokalnej maniery treść, realna jednostka, rzeczy niemal namacalne jak strach, kompleksy, ból, okrucieństwo, chciwość, pożądanie. Ludzka natura odarta ze wszystkich zasłon i póz. Demonstracja prawdy ukrytej pod cywilizacyjną maską. Człowiek sprowadzony do roli kawałka mięsa bez duszy i godności, poniżony i upodlony, pławiący się w wiecznym układzie dominacji i podporządkowania. Fizyczna i mentalna deformacja.

THANK YOU: TALK TO ME, TELL ME THE TRUTH, THIS SMELLS SOUR, BURN MY FACE, I'M A COLD FISH, YOU LIVE IN ME, THIS SMELLS SOUR, BURN ME NOW.

POWER FOR POWER: USE SEX FOR CONTROL, USE POWER FOR POWER, USE MONEY FOR CRUELTY, USE HATE FOR FREEDOM, TAKE CONTROL AND KEEP IT, DON'T LET GO, HE WAS YOUR FRIEND, THEY WERE WRONG, TURN AGAINST THEM, SEX, POWER, MONEY, HATE, TAKE CONTROL AND KEEP IT, DON'T LET GO, POWER FOR POWER, POWER FOR POWERS SAKE

Każdy ma pewien pokład uciskanego bólu i potrzebę wyrażenia jego zwierzęcej części. To jest podstawa. To nie jest: "jestem pełen bólu bo straciłem pracę", czy coś takiego. Po prostu bierzesz esencje nędzy twojego życia i wkładasz ja w to co robisz. To nie jest kierowane przez nikogo, podstawą tego co próbuje zrobić jest wypluć represję i ucisk, tak samo ze mnie jak i z innych ludzi. To nie jest intelektualne i to nie jest fun. To uczucie jest trudne do opisania ponieważ jest tak niewerbalne.

Album Cop wydano w 84, muzycznie jest to kontynuacja pierwszej płyty, której brudne brzmienie zostało tu uporządkowane i jeszcze bardziej uproszczone. Maksymalna koncepcja została doprowadzona do skrajności, Cop to zbiór ośmiu surowych, siermiężnych, powolnych i ciężkich kompozycji, ukształtowanych na wzór kolosalnych bloków hałasu. Muzyka beż śladu melodii, pozbawiona wszelkich formalnych ozdobników, porażająca swoim kształtem i siłą. Repetycja posunięta do ostateczności. To właśnie prostota jest podstawą SWANS, to cecha wiecznie rewindykowana przez Michaela Girę: piszę historie, ale cenię muzykę za jej fizyczność. Lubię czysty pot w tym co robię. Zdania odarte ze zbędnego pustosłowia, obywają się bez jakichkolwiek metafor, nagie słowa powtarzane jak mantry. Teksty są bardzo ważne. Powtarzam słowa wciąż i wciąż, to jest jak wbijanie ich w coś. One są centralną rzeczą obok muzyki. Teksty są bardzo repetytywne. Są pełne bólu i abstrakcyjne. Nie są opisowe, niczego nie opowiadają. Są jakby blokami betonu.
Byłem wściekłym młodym człowiekiem. Byłem bardzo pochłonięty siłą i perswazyjnością telewizyjnych reklam. To wpłynęło na moje teksty. Chciałem by również były tak dosłowne, też tak zupełnie proste ale by pokazywały instancję za tym stojącą. Czasami używam pedału, urządzenia które daje kawały dźwięku, więc jest to jakby budowanie czegoś z bloków – to jest podstawa, z której zbudowane jest to brzmienie. Nie buduje tego melodia.
Próbuje nic przez to nie mówić. Nie jestem ani psychiatrą ani filozofem tylko kompozytorem piosenek i zmuszam się do przepisania swoich spostrzeżeń, mając nadzieję, że mogą posłużyć komuś innemu, oddać uczucia i obrazy, które postrzegam jako wszechobecne w życiu. To wszystko. To naprawdę bardzo proste. To krąży wokół różnych źródeł i pomysłów, ale nie są to historie z mojej przeszłości czy teraźniejszości. Nic z tych rzeczy. To uogólnione sytuacje, wyabstrakcjonowane z potencjalnych sytuacji, dostrzegam je w ludzkich interakcjach.


CLAY MAN: GET INTO THIS CAR. GET INTO THIS CAR. BOW YOUR HEAD DOWN. YOUR FLESH IS SOFT. YOUR FLESH IS CLAY. FLESH IS EASY TO SHAPE. FLESH IS EASY TO SHAPE. GET INTO YOUR CELL. GET INTO YOUR BED. YOUR FLESH IS SOFT. YOUR FLESH IS CLAY. FLESH IS EASY TO SHAPE. FLESH IS EASY TO SHAPE. NOW YOU'RE A CLAY MAN.

YOUR PROPERTY: I GIVE YOU MONEY. YOU'RE SUPERIOR. I DON'T EXIST. YOU CONTROL ME. YOU'RE CORRUPT. YOU DEFORM ME. YOU OWN ME. YOU OWN ME. I WORSHIP YOUR AUTHORITY. I WORSHIP YOUR AUTHORITY. YOU'RE DEFORMED. YOU'RE CORRUPT. YOU OWN ME. YOU OWN ME.



Po wydaniu Cop, ukazuje się ep I Crawled (dziś znany jako Young God, dołączony do CD Cop), stanowi doskonałe dopełnienie lp – cztery długie kompozycje przytłaczają swoją aurą a ich treść jest równie mroczna i beznadziejna. SWANS jako muzyczne ekstremum posunięte do stanów granicznych, zdobył jednak dużą ilość zwolenników, wystarczającą by grać koncerty i tournees. SWANS był czymś w rodzaju grupy punk: głośno, hałaśliwie i inaczej. Braliśmy riff i powtarzaliśmy go w kółko, tak głośno jak mogliśmy. Chcieliśmy ten przekaz wbić młotem do głów słuchaczy. To działało w podobny sposób jak reklama. Szczerze mówiąc, korespondowało to także z naszymi muzycznymi możliwościami. Shows były obrzędami wyzwalającymi skrajne reakcje- od całkowitej repulsji do pełnej i oddanej akceptacji. Pod wpływem niebywale mocnego nagłośnienia (w małych salach występowali z aparaturą o mocy 4000 wat) te koncerty nabierały charakteru traumatycznego rytu, muzyka nie miała na celu ogłuszenie słuchacza, swoim natężeniem mierzyła prosto w żołądek i otrzewną, powodując fizyczny ból.
Slogan, że jesteśmy najgłośniejszym zespołem na świecie nie pochodzi ode mnie. Nienawidziłem takiego pojmowania SWANS. Oczywiście muzyka była głośna, jest wciąż taka, czasami. Po prostu dlatego że te dźwięki nie brzmią tak samo na różnych poziomach głośności. Nie możesz osiągnąć tych samych overtones w małym pomieszczeniu i twoje ciało nie czuje naprawdę częstotliwości bassu, dopóki nie mają one określonej głośności. Takimi aspektami dźwięku interesowałem się w tamtym czasie, one przekręciły klucz w mojej głowie, zmieniły mnie w pewien sposób, były dla mnie stymulujące, lubiłem je.
Jest teraz realna konieczność dla muzyki, która jest ciężka, brutalna i prymarna; dociera do pewnego punktu i eksponuje rzeczy. To musi dokonać się teraz. To zabrzmi jak pretensjonalna deklaracja ale chcemy ukazywać zwierzęcą alternatywę dla "cywilizowanych zachowań", zanegować na krótkie intermedium tępą zwyczajność codziennego życia. Kiedy to osiągamy- docieramy do szczytu tego zwierzęcego rytmu- to neguje wszystko wokół. W zależności od koncertu, możemy być zarówno ekstatyczni jak i przyziemni, tak jak powinno to w danej chwili wyglądać.
Live, chce abyśmy byli nadzy tak bardzo jak tylko to możliwe. Pokaz musi być fizyczny. Kiedy widzę kogoś na scenie, chcę aby on wkładał coś w publiczność. Chcę w tym momencie coś otrzymywać. Oznaką dobrego show jest dla mnie interakcja- kiedy zatraca się grający i kiedy zatraca się publiczność.
Podczas koncertu próbujemy być tak szczerzy i uczciwi jak jest to tyko możliwe, to jedyny obowiązek, do którego się poczuwamy. Nie interesuje mnie ich reakcja, jeżeli by tak było- bylibyśmy skończeni. Nie lubię większości ludzi, gdy spotykam się z nimi twarzą w twarz, dlaczego więc miałbym ich lubić, lub przydawać im ważności gdy są wśród widzów. Są jak mrówki pośród innych. Pytany o swoje relacje z publicznością odpowiada dalej: pieprzę to, to nie ma znaczenia. Oni przyjmują to, takim jakim to jest. Nie myślę aby naszą misją byłoby nauczać kogokolwiek. Pokazujemy coś, nad czym pracowaliśmy przez długi czas i jeśli ludzie tego nie akceptują- trudno. Nie możesz się tym przejmować. Jeżeli zaczynasz to brać pod uwagę stajesz się grupą pop, zdajesz sobie sprawę z tego co ludzie lubią i robisz to. Powinieneś po prostu iść tam, gdzie wiedzie cię twoja praca. My narzuciliśmy swoje własne standardy i ludzie muszą do tego dochodzić, my nie wychodzimy naprzeciw ich oczekiwaniom.

W 1985 do grupy dołącza Jarboe, jej osobowość wpływa znacząco na rozwój SWANS, czego owocem są, wydane wtedy ep's Time is Money (Bastard) i A Screw oraz dwa doskonałe albumy: Greed i Holy Money(86). Michal Gira o Jarboe: Ona jest bardzo muzykalna, o wiele bardziej niż ja. Muzyką zająłem się na studiach plastycznych, dla mnie muzyka to po prostu dźwięk lub możliwość wyrażenia czegoś. Ona jest zupełnie inna, ma zbiór ponad 5 tysięcy płyt i mnóstwo fachowych książek i podręczników. Już jako dziecko grała na organach i śpiewała w kościelnym chórze. Jej ulubionym muzykiem jest Bach. Jarboe zna się naprawdę dobrze na muzyce. Ma na mnie bardzo duży wpływ i pomaga mi poruszać się w różnych kierunkach w muzyce.

I MEAN NOTHING TO MYSELF. I MEAN NOTHING TO MYSELF. I'M NOTHING. I'M NOBODY. I HATE MY BODY. I'M STUCK IN MYSELF. I'M NOTHING. I'M NOBODY. GLORY! GLORY! GLORY!

I'M A COWARD. PUT YOUR KNIFE IM ME. WALK AWAY. WALK AWAY. WALK AWAY. I DON'T KNOW YOU. I CAN'T USE YOU. PUT YOUR KNIFE IN ME. PUT YOUR KNIFE IN ME. I LOVE YOU. I'M WORTHLESS. WORTHLESS.

KEEP YOUR HEAD ON THE GROUND. PUSH YOUR ASS UP. MOVE AROUND. CRY. OPEN YOUR MOUTH. HERE IS YOUR MONEY. THIS FEELS GOOD. OPEN YOUR MOUTH. HERE IS YOUR MONEY. THIS IS LOVE. HERE IS YOUR MONEY. HERE IS YOUR MONEY. HOLY MONEY. HOLY LOVE. HOLY MONEY. HOLY LOVE.

YOUR BODY'S PRIVATE. YOUR MIND IS SACRED. YOU SHOULD BE VIOLATED. YOU SHOULD BE RAPED. I NEED YOU. I NEED THEM TO DO THIS TO YOU, BASTARD. TEAR IT DOWN, BURN IT, BREAK IT, LACERATE IT, THAN YOU SUCK IT. SOMEONE LESS PRIVILEDGED THAN YOU SHOULD USE YOU. SOMEONE WEAKER THAN YOU SHOULD RAPE YOU. YOU SHOULD BE VIOLATED. YOU SHOULD BE RAPED. DON'T FIGHT BACK. I NEED YOU.

MONEY'S FLESH, MONEY'S FLESH IN YOUR HAND. THIS MONEY'S FLESH. THIS MONEY'S FLESH IN YOUR HAND. WHEN YOU PAY YOU'RE A SERVANT. YOU DESERVE IT. YOU DESERVE IT. YOU DESERVE IT. YOU DESERVE IT. MONEY'S EASY TO GET OUT OF YOUR FLESH. FLESH IS EASY TO GET WHEN YOU WORK FOR YOUR MONEY. FLESH IS EASY TO GET WHEN YOU WOERK FOR YOUR MONEY. WHEN YOU GET PAIN: YOU DESERVE IT. YOU DESERVE IT. YOU DESERVE IT.

Greed i Holy Money przynoszą bardziej rozwiniętą i wzbogacona muzykę, na ówczesny sound wpłynęło większe wykorzystanie preparowanych taśm i sampling. Niebagatelne znaczenie miał głos Jarboe, który coraz częściej zaczynał się pojawiać w nowych realizacjach. Wokalizy Jarboe były przeciwieństwem skowytu i wrzasku Giry. Stonowane, wysublimowane partie Jarboe współgrały jednak doskonale z potężnym i monumentalnym brzmieniem. SWANS nie grał noise, używał hałasu w uporządkowanych strukturach, muzyka cały czas pełna była brutalności, wciąż dominował mechaniczny cykl, teraz jeszcze bardziej zdyscyplinowany. Nigdy nie zaakceptuję terminu hałas w odniesieniu do naszej muzyki. Nienawidzę tego, ponieważ nasuwa mi to na myśl bezmyślny, niezorganizowany chłam. U nas wszystko jest dopracowane i zdyscyplinowane. Rytmy robione są z uwagą i wymagają dużej koncentracji, co czasami wychodzi lepiej lub gorzej. Jeżeli to się udaje i jesteśmy dobrzy, to naprawdę wykręca twoje wnętrzności.
Kiedy zaczynaliśmy nie chodziło mi zupełnie o chaos. Nasz sound, zarówno na płytach jak i na koncertach był dobrze uporządkowany i zorganizowany. Używaliśmy idealnie pogrupowanych rytmów i czystych dźwięków np. dźwięków maszyn, ryku maszyn. Muzyka powstawała na bazie tego rodzaju pogrupowanych ryków. Mieliśmy dobry rytm, bass, a więc żadnego chaosu, nawet kiedy ja wrzeszczałem. Używaliśmy coraz więcej sprzętu, wzmacniaczy i innej aparatury. Sam musiałem leczyć się na bóle uszu. Ludzie uważali nasze występy za fraeak-shows z paroma głośnymi, agresywnymi zwierzętami czy clownami na scenie. Ludzie uciekali z naszych koncertów z atakami bólu brzuch. Nas po prostu interesowała ciężka, pełna huku muzyka, na wielką skalę i grana na ciężkim sprzęcie.

Wszystkie wydawnictwa SWANS opatrzone były czytelnymi wizerunkami: Filth- zęby, Cop – ciało/ mięso, cztery płyty z 85/86 wieńczył znak $. Symbolika równie prosta i jednoznaczna jak cała ich poetyka operująca wokół powtarzających się wątków: władza; bóg; człowiek; ból; pieniądze; ciało; religia; seks; krew; żądza; praca. Tematy przywołane przez SWANS docierają do samego sedna ludzkich interakcji, są uniwersalne. Drążą emocje i odruchy aż do ich podkulturowego rdzenia, odartego z wszelkiej oficjalnej ułudy. Rdzenia wiecznej potrzeby siły i podporządkowania wszechobecnego w powszechnej codzienności jak i w intymnych relacjach.
W 86 ostatecznie krystalizuje się skład SWANS, który obok Michaela i Jarboe tworzą wtedy Norman Westberg (git), Algis Kizys (bass)/OF CABBAGES AND KINGS/ i Ted Parsons (perk) /PRONG/. Wówczas przenoszą się do Londynu i tam nagrywają Children of God. Ten podwójny album (w wersji winylowej), nazywany epokowym , w pełni zasługuje na miano najlepszej porcji muzyki, jaką w tamtym czasie gdziekolwiek stworzono. Płyta znakomicie oddaje wszystkie strony ich estetyki i jest konsekwentnym krokiem naprzód, dopracowanym w najmniejszym szczególe. Children of God (znaki- krzyż, spirala) ma charakter cody zamykającej pewien okres w rozwoju SWANS. Charakterystyczne staje się stopniowe odchodzenie od dotychczasowej stylistyki na rzecz nowej, innej formy, będącej jednak rozwinięciem znanych wcześniej motywów. Olbrzymia energia tej muzyki jest wzbogacona i staje się jeszcze bardziej aktywna dzięki kontrastującym z intensywnymi kawałkami utworom akustycznym- łagodnym kompozycjom autorstwa Jarboe. Wpływ Jarboe stawał się coraz większy. Gitara poszła bardziej harmonijną drogą. Naszą muzykę wzbogaciliśmy o melodię, piano. Te zmiany nie są drogą od chaosu do porządku, tylko procesem odnalezienia się, ewentualnie jest to zorganizowany chaos.
Osią i głównym tematem płyty jest relacja bóg – człowiek i religia – życie. Jednostka przedstawiona jako słaby i bezwolny niewolnik idei, bogów, rzeczy i innych ludzi; religia jako narkotyk, aberracja, przerażający wynalazek ludzkości, prowadzący człowieka do uzależnienia i upadku. Teksty drążą samotność, zdradę, miłość, śmierć; ale ich słowa nie są już tak jednoznaczne jak dotąd, znane obsesje podjęte są w nowy bardziej wieloznaczny sposób.
SEX. GOD. SEX: I WILL PRAY. I WILL GO DOWN LOW. AND I WILL PRAY TO YOU. DOWN AS LOW AS I CAN GO, I WILL GO THERE AND I WILL PRAY TO YOU. I WILL BEG YOU LORD. I WILL DENYU MYSELF. I WILL DENY YOU LORD. THOUGH I'VE DONE NOTHING WRONG NEVER IN MY LIFE, NO NO NO NO. I WILL BEG YOU LORD, AND I WILL PRAY FOR YOU TO FORGIVE ME NOW. I WILL GO DOWN TO THE CENTRE OF THE EARTH, AND I WILL CURL UP IN FLAMES. AND I WILL BEG YOU LORD: TAKE ME IN YOUR CRUEL ARMS, TAKE ME DOWN HOME. AND I WILL SAY: "COME INTO ME, LORD, COME ON IN. PRAISE THE LORD! PRAISE GOD! "

CHILDREN OF GOD: WE ARE SPECIAL, WE ARE PERFECT. WE WERE BORN IN THE SIGHT OF GOD. OUR SUFFERING BODIES WILL SUFFER NO MORE. OUR SUFFERING BODIES WILL SUFFER NO MORE. WE ARE CHILDREN, CHILDREN OF GOD. WE ARE CHILDREN, CHILDREN OF GOD.

OUR LOVE LIES: WE'LL FALL DOWN, ON BROKEN KNEES, AND WE'LL CRY FOR YOU NOW, WE'LL CRY FOR YOUR MERCY. WE BELIEVE IN LOVE, WE BELIEVE IN LOVE. GOD SAVE US NOW. WE BELIEVE IN LOVE. WE DEGRADE OURSELVES, BUT WE DOG OUR OWN GRAVE. JESUS CHRIST THE LORD, SAVE US NOW. WE BELIEVE IN LOVE, WE BELIEVE IN LOVE. YOU SAID ALL MY LIFE WOULD BE IN VAIN, IF I GAVE UP ON ANYTHING I KNEW TO BE TRUE, OR A PROVABLE LIE. SO I BELIEVE IN LOVE, I BELIEVE IN LOVE. GOD SAVE US NOW. I'M SICK TO DEATH, OF THE DREAMS THEY USED TO HAVE, AND THEY'RE SICK TO DEATH, OF THEIR BEAUTIFUL LIE. GOD SAVE US NOW, WE BELIEVE IN LOVE. GOD SAVE US, PLEASE.

Po Children of God SWANS udają się na długą trasę koncertową po całej Europie, dokumentacją tej trasy jest double lp Feel Good Now, obok live albumów Public Castration is a Good Idea i Body to Body Job to Job, które zawierają starszy materiał, są one doskonałą ekspozycją siły SWANS na żywo.
Używam nagiego głosu – bezpośredniego łącznika z słuchaczem. Brakuje tego e dzisiejszej muzyce. Wszystko jest wystylizowane i tak dobrze wyprodukowane. Nie wprawdzie nie propaguję prymitywizmu i naiwnych póz, ale gdzie zginęło słowo dusza?
Kolejnym przedsięwzięciem SWANS była 12 ep Love Will Tear Us Apart z wersjami znanego songu JOY DIVISION. Gira: Nie było żadnego specjalnego powodu, po prostu lubiłem te piosenkę. Tekst jest smutny ale wyraża realną prawdę o miłości. Wielu ludzi w Anglii miało do nas duże zastrzeżenia bo Curtis jest wciąż ich idolem, ale nie obchodzi mnie to, ta piosenka była dobra jak każda inna. Kiedy indziej wspomina: Tak zrobiliśmy cover Love Will Tear Us Apart ale nie podoba mi się to już... Wcale nie podoba mi się nasze video do tego utworu. Bardzo lubię JOY DIVISION i ten kawałek, ale to nie było najlepsze.
Blood Women and Roses i Shame Humility Revenge wydane pod nazwą SKIN projekty zaskakiwały swoją odmiennością, to melancholijne i przejmujące songs, coś na kształt bardzo osobistych wypowiedzi pary Jarboe i Michael. Stworzyłem SKIN dla Jarboe. To bardzo intymna rzecz. Robimy to także z innymi ludźmi, jest to za każdym razem nowy projekt. To także droga aby realizować się w inny sposób. Przez długi czas nie mogliśmy zrobić tego jako SWANS, wiec zaistniał SKIN. O ile te dwie płyty zawierały ascetyczne, elektroniczno – akustyczne brzmienie, to wydany w 90 jako THE WORLD OF SKIN zbiór Ten Songs From Another World zawiera bardziej świetlaną muzykę, będącą syntezą najróżniejszych stylów i inspiracji.
W międzyczasie, w 89 roku SWANS wracają do NYC, gdzie podejmują bardzo karkołomny krok- podpisanie kontraktu z MCA Records i wydanie tam lp Burning World, wyprodukowanego przez Billa Laswella. Podpisałem kontrakt z MCA największy błąd jaki mogłem popełnić. Myślałem, że opłaci się nam to finansowo i będziemy mieli większą swobodę. Zaraz po podpisaniu umowy SWANS został olany, potem wystosowano do mnie notę, że powinniśmy ściągnąć jakiegoś znanego producenta. Praca w wielkiej i małej wytwórni bardzo się różni. W pierwszej, nagrywanie płyty jest zawsze, przede wszystkim, wielkim przedsięwzięciem finansowym i nie ma za wiele wspólnego z normalną pracą. Sam wiem jak powinien brzmieć SWANS, ale im to nie odpowiadało. Bill Laswell wydał mi się najlepszą alternatywą, uważam że robi dobre produkcje, ale nasze wyobrażenia były po prostu całkowicie różne. Ten album nie brzmi właściwie jak SWANS. Ta współpraca była błędem a podpisanie kontraktu wielką pomyłką. Dlatego odeszliśmy od MCA – to nie miało dla nas sensu.
Mimo tych opinii Burning World jest ważnym zwrotem w historii SWANS- przełomowym momentem w transformacji. Od tej chwili SWANS przestaje być zespołem i ich wszystkie zamierzenia są projektami Michaela Giry, Jarboe i zaproszonych muzyków. Jeżeli dotąd podstawą był ekstremalizm, drastyczność, negatywizm i rozpacz to teraz twórczość SWANS silniej zaczynają określać ład, harmonia i swoiste piękno, nowa muzyka jest czymś zupełnie odmiennym, prawie wcale nie przypomina wcześniejszych produkcji. Nigdy nie myślałem by coś co robię było piękne. Nie obchodzi mnie to. Robię muzykę tak, aby dobrze brzmiała w moim uchu.
Czasami jest to ciężkie, czasami zupełnie nie. Po prostu robiąc każdą płytę doświadczam czegoś nowego. To jest dokument grającego zespołu, który za każdym razem jest inny, zupełnie inny.

SWANS jest pełen samoświadomości, bezkompromisowy i konsekwentny w swoich celach i metodzie. Michael Gira jest przykładem osobowości nie oglądającej się ani za siebie ani na innych. Tak, lubię płyty Filth i Cop ale nie zrobiłbym ich nigdy więcej – powiedział ostatnio. To proste SWANS był zawsze wehikułem dla pragnień, którym ulegałem w danym czasie. Miejscem gdzie mogłem stworzyć dźwięki i wrażenia których chciałem doświadczyć. Kiedy jedna rzecz powszedniała, ruszałem ku czemuś innemu.
Metamorfoza ich muzyki i porzucenie dotychczasowej stylistyki były krokiem, który oddalił od nich wielu wcześniejszych zwolenników. SWANS nadal jednak podąża własną drogą. Gdy nie wygasły jeszcze kontrowersje wokół Burning World, w 91 i 92 ukazują się dwie kolejne pozycje: podwójny White Light from the Mouth of Infinity i Love of Life. Tak jak trudno objąć słowami totalizm okresu Sealed in Skin czy I Crawled tak niemożliwością wydaje się próba opowiedzenia SWANS później. Pełnia muzyki – tak samo intensywna i głęboka, jej wyraz jest jednak zupełnie inny. Rozwinięte i bogate kompozycje, wzniosłe i monumentalne jak hymny, wciąż niepokojące i napięte. Prawdziwe, osobiste songs, o prostej strukturze, harmonijne i nastrojowe. Niektóre z nich mieszczą się w amerykańskiej tradycji znaczonej nazwiskami Howlin' Wolfa, Screamin' Jay Hawkinsa czy Boba Dylana. Dziś, słowa utworów SWANS nie są znaczone hasłami i komunikatami ale są nadal proste i bezpośrednie; pełne melancholii piosenki, w nieskomplikowany sposób mówiące o życiu i ludziach, ich swoisty fatalizm i mizerabilizm, cechy przynależne tej twórczości wyrażają się w tematach: miłość, siła, przetrwanie. To ani love songs, ani rock songs, to po prostu piosenki. Kiedy mam pomysł egzekwuje go, bez przejmowania się w jakim kontekście się znajdę. Robię to po prostu, od razu potem przechodzę do innych rzeczy i nie myślę o tym więcej. To właśnie chcę robić. Ta muzyka jest bardzo łagodna. Nie powiedziałbym, że jest smutna albo mroczna, ale realna...może czasami smutna albo twarda ale tak jak wszystko co jest uczciwe – realna.
Stare kawałki SWANS były zbudowane z prefabrykatów. Byłem wtedy bardzo pochłonięty ekspresywnymi formami i funkcjami muzyki. Teraz zacząłem używać elementów muzyki, która przetrwała – blues, country, muzyka średniowieczna, folk. Dla mnie są to muzyczne formy, które powstawały naturalnie aby wyrażać uczucia ludzi. Mój sposób pracy wygląda trochę jak collage, nie komponuję swoich songs. One są kompilowane z różnych elementów muzycznych, więc jest to ta sama droga co na początku, ale bardziej delikatna i zbudowana z innych materiałów. Dla mnie muzyka jest drogą wyrażania swoich uczuć. To bardzo trywialne stwierdzenie, te uczucia są naturalną reakcją na wszystko co dzieje się wokół mnie. Dla mnie jest to przeciwieństwem głoszenia prawd i wmuszania ich ludziom. Śpiewam wiele o fikcyjnych wydarzeniach lub rzeczach, które mi się nie przytrafiły...śpiewam o czym myślę i kreuję obrazy w mojej głowie. Próbuje znaleźć sposób aby wyrazić te impresje, aby zbudowac odpowiedni nastrój moją muzyka; aby tymi tekstami wywołać obrazy korespondujące z emocjonalnymi reakcjami wewnątrz słuchacza. Używam w tym celu niemuzycznych dźwięków. Na ostatnich płytach starałem się skonstruować łańcuch elementów, z których każdy wprowadza w inną atmosferę. Nie chodzi o to aby na płycie uszeregować 10 nudnych rock songs, jeden za drugim, ale raczej o psychodeliczne świadectwo. Nie ma być to jednak typowa psychedelic music, moje kawałki powstają organicznie. Często zaczynam od gitary akustycznej, która brzmi bardzo harmonijnie. Zupełnie prosto. Potem po kilku prostych akordach (bo nie jestem dobrym gitarzystą) dochodzą słowa tworzące całą historię. Potem zastanawiam się jak to wszystko zaaranżować i pokazać jak na filmie.

Po wszystkich problemach związanych z produkcją i publikacją swojej muzyki Michael Gira założył dla potrzeb SWANS własną wytwórnię Young God Records. Young God to mój ostateczny krok. Próba osiągnięcia absolutnej kontroli nad swoją pracą. Filozofia brzmi bardzo prosto... rób wszystko sam. A ja właśnie to robię. Produkuje nasze płyty, wybieram muzyków, którzy pomagają mi urzeczywistnić moje pomysły. Projektuje okładki, realizuję płytę i opłacam dalszą produkcję. Jest to wielkie ryzyko finansowe i zajmuje to wiele czasu. Dlatego wydawnictwo płytowe jest tylko eksperymentem. Michael Gira i jego natura wpływają na opracowanie doskonałego oblicza SWANS, pozbawionego przypadkowości, dopracowanego w 100%, od muzyki po oprawę graficzną wszystkich wydawnictw. Podczas kilkunastu lat kariery SWANS dało się słyszeć dość często głosy zarzucające mu autokratyzm i absolutny dyktat w prowadzeniu grupy. Tak, Michael Gira jest na pewno intensywną i silną osobowością; być może również tyrańską i fanatyczną, ale to właśnie jest podstawą bezdyskusyjnego geniuszu SWANS.
Jestem artystą, ale nie w żadnym nadętym sensie. Jeżeli przestanę robić muzykę, będę pisał albo wrócę do rysowania i malarstwa, bo to właśnie robiłem na samym początku, od kiedy byłem mały. Skończyłem na tym że byłem punk i trafiłem do szkoły plastycznej.
Ludzie, którzy tworzą sztukę maja naprawdę ciężkie życie, ktoś obok robi kupę forsy a większość z nich musi naprawdę walczyć o byt. Tak wygląda ta cała gra, musisz zorientować się w sposobach na przetrwanie i dalej pracować., Myślę, że stan muzyki popularnej jest opłakany, jest beznadziejna, bez gustu. Cała rock kultura jest dla mnie ohydna, nie chcę mieć z tym nic wspólnego, generalnie muzyka pop i muzyka rock mierżą mnie. Nienawidzę tego.


SWANS, czyli duet Michael Gira i Jarboe definitywnie wynieśli się z Nowego Jorku, mieszkają dziś w Atlancie (Georgia) a SWANS ma aktualnie charakter projektu złożonego z muzyków pochodzących z najróżniejszych środowisk, raz brzmi jak multiinstrumentalna orkiestra, pełna wykształconych muzyków, kiedy indziej jak prosty zespół. Wydane w 1995: jako nowy album SWANS- The Great Annihilator i jako solowe SWANS Related Projects- Drainland Michaela Giry i Sacrificial Cake Jarboe są znów czymś nowym w ich historii –kontynuacją poprzednich dokonań, ale także ponownym zwrotem ku surowości i repetycji. Indywidualne albumy Michaela i Jarboe nie stronią od agresji, hałasu i eksperymentów z preparowanymi, nieczystymi dźwiękami, ale i tak mieszczą w sobie muzykę bliską SWANS. Ta muzyka rozwinęła się teraz w wieloznaczną, bogatą, wielowątkową całość wyrażoną kolejnymi albumami: Die Tur ist Zu (zawierającym fragmenty live i niemieckie wersje niektórych utworów) i przede wszystkim, Soundtracks for the Blind (96). Ponad dwugodzinnym zbiorze muzyki, na przemian spokojnej, wręcz delikatnej, obok łamiącej ją jak młotem ciężkiej i brudnej. Ten podwójny album ma kompilacyjny charakter, zawiera dźwięki manipulowane i okaleczone [manipulated and mutilated]- nowe utwory, niepublikowane wersje, loops, dźwięki znalezione. Po raz kolejny do piosenek dołączyli taśmy z odgłosami, rozmowami, monologi etc. Ojciec Jarboe był oficerem FBI i wiele z tych tracks jest zapisem podsłuchów, inne to prywatne nagrania z dzieciństwa Jarboe, głos ojca Michaela Giry opowiadającego historię swojego życia. Oprócz wszystkich wymienionych, okres ten przynosi też parę innych płyt: indywidualny projekt Jarboe BEAUTIFUL PEOPLE LTD i jej solowy album 13 Masks, w tym czasie ukazuje się też live lp Omniscence i zawierające stare koncerty lp's Kill the Child i Real Love.
Soundtracks for the Blind jest ostatnim studyjnym dziełem SWANS. Zakończeniem działań pod tą nazwą. Nie ma już SWANS. SWANS are over. Swans are Dead taki tytuł nosi ostatni album, będący dokumentacją koncertów, podczas ich ostatnich tras w 1995 i 1997 roku.
Po tych piętnastu latach walenia głową w mur stwierdzam, ze nie jest to dalej tego warte. Jestem niesłychanie dumny z wysiłku, który w to włożyłem ale czas na zmianę, ruch w kierunku czegoś nowego. Cały ten proces, trasy, nagrywanie płyt, kiedy nie sprzedajesz ich zbyt wiele i nie starcza ci na nic pieniędzy, jest za ciężki, pełen niepokoju i nie rekompensuje wcale całej, włożonej weń pracy. Pomyślałem, że mądrzej będzie to uśpić. Podejrzewam, że w przyszłości i tak będę i tak nosił piętno tej nazwy...
Ten koniec nie jest jednak definitywny, najbliższe miesiące przyniosą kolejne reedycje starych albumów SWANS, opatrzonych nowym artwork i wzbogaconych o niepublikowane nagrania. Aktualnie, światło dzienne ujrzał album Various Failures z kawałkami z Burning World; White Light from the Light of Infinity i Love of Life. Nowe muzyczne przedsięwzięcia lidera SWANS noszą nazwy BODY LOVERS, PLEASURE SEEKERS i ANGELS OF LIGHT i nie są zapewne ostatnimi. Michael Gira nie szczezł, chociaż zapytany o swoje codzienne życie, mówi jednak: ono jest jak kupa gówna. Czy muzyka jest ucieczką, antidotum? To moja praca, rzecz którą robię najlepiej. Moje życie to walka, bezustanna walka o środki do życia, o pieniądze. Ciężkie i trudne życie. Muzyka przynosi trochę pieniędzy ale nie jest to powód, dla którego ja robię.
Przypuszczam, że to o czym myślę najczęściej to...moja praca, seks, pieniądze...tak jak inni. Największe tchórzostwo to życie bez zadawania pytań- ale to jest chyba wieczną dialektyką kiedy nie dysponuje się odpowiedzią. Większość czasu czuję jakiś brak, nie jestem usatysfakcjonowany. Generalnie niepokoje ludzkie są spowodowane strachem przed śmiercią. Dla mnie strata czasu jest tym, czego najbardziej się boję, dlatego mam świadomość posiadania tylko jednego życia i to bardzo krótkiego.
Ale nie spieszę się, nie... W aktywności, która zabija twój potencjał i twojego ducha też tracisz swój czas. Każdy inaczej uważa na krótkotrwałość swojego życia.
Nie, nie czas na epitafia dla SWANS i moc słów ku ich czci. Michal Gira zapytany o krótki komentarz rzuca tylko: STAY BACK ! TURN AROUND ! GO AWAY ! To wystarczy.

SWANS/ YOUNG GOD RECORDS, PO BOX 420232, ATLANTA, GA 30342- 0232, USA


© WIKTOR SKOK

GÓRA    MUZYKA    SPIS